09 III2013

Miesiąc za nami – dziękujemy!

by joanna

Kiedy miesiąc temu zakładałam ten blog, nie sądziłam, że wszystko rozkręci się tak szybko! Internet zaskakuje mnie każdego dnia. Dziękuję naszym czytelnikom za to, że do nas zaglądają, a także za wsparcie na Facebooku. Sama czuję, że od tego blogowania trochę się zmieniło w naszym życiu – wyszukujemy coraz więcej tych potrzebnych informacji na temat zdrowego życia, aby móc dzielić się z Wami naszymi przemyśleniami.

Zmiana diety, która zmotywowała mnie do założenia Organicznych, jest w tej chwili na etapie końcowym pierwszej fazy. Skutki widać gołym okiem – schudłam 2,5 kilo bez zmiany ilościowej, natomiast przy sporej zmianie jakościowej. Waga nie była moim problemem, więc traktuję to jako skutek uboczny – nieoczekiwany, ponieważ podczas poprzedniego okresu laktacji raczej tyłam. Przede mną jeszcze podjęcie walki z Candidą, jednak to dopiero po skończeniu karmienia – organizm pozbywający się grzybów wydala mnóstwo toksyn, które na pewno przeniknęłyby do mleka.

Starszy syn nauczył się nowych smaków i je pokochał (Mamo, uwielbiam humus!). Problemy nie znikną w ciągu miesiąca, na razie jesteśmy po przetestowaniu większości dozwolonych produktów i już wiem, że np. cytrusy i gruszki mogą spowodować nagły alergiczny wyciek z uszu. Dobrze, że tak jak ja chudnę, tak J. raczej grubnie, a ograniczenia w diecie nie sprawiają mu spodziewanych przykrości. Dzielny chłopak.

Cieszę się też, że wciągnęłam do pisania mojego męża, który jest takim rowerzystą, że chyba nie znam bardziej rowerowego męża na świecie. Mam nadzieję, że opowie Wam sporo o korzyściach z jazdy na jednośladzie.

Przede mną kolejne tematy, zachęcam Was do podpowiadania mi, co chcielibyście przeczytać. Nie obiecuję, że utrzymam tempo jeden post na dzień, ale postaram się utrzymać poziom!

I na zakończenie radosny obrazek sycylijskiej cytryny – czekamy na prawdziwą wiosnę!

cytryna

14 II2013

Z miłości do jedzenia: ekologiczny humus

by joanna

Nie obchodzimy walentynek, ale kochamy dobre jedzenie. Niech więc dziś tematem będzie pokarm, który trafia nam przez żołądek do serca (jak miażdżyca, ha ha). Ekologiczny humus, własnoręcznie przyrządzony z podstawowych składników.

Pierwszy raz humus jadłam kilka lat temu w Izraelu – taki zwykły, kupowany w sklepie, gotowy. Regiony Bliskiego Wschodu to przecież ojczyzna ciecierzycy, bez niej nie można wyobrazić sobie kuchni arabskiej czy izraelskiej (nie mylić z kuchnią żydowską :)). Humus ogromnie mi zasmakował, szczególnie jedzony z ciepłą pitą, oliwą, zatharem i oliwkami. Jednak bardzo długo nie wpadłam na to, żeby zrobić go samodzielnie – w końcu przyszła i na niego pora. W naszej diecie cieciorka jest dozwolona od początku, na sezam trzeba było poczekać, więc pierwszy w życiu humus ukręciłam z orzechami włoskimi zamiast tahini. Wyszedł znakomity, polecam spróbować zrobić samemu!

humus_z_sercem_i

Dziś zrobiłam swój drugi humus, podaję przepis według mojego kolegi Darka, nieco zmodyfikowany. W myśl zasady GOTUJ Z PODSTAWOWYCH SKŁADNIKÓW nie kupiłam tahini, tylko wykorzystałam całe ziarna sezamu. Dodam jeszcze, że cieciorka jest bardzo zdrowa, zawiera cenne białko, które z powodzeniem zastępuje białko zwierzęce, żelazo, błonnik, witaminę B, fosfor, potas. indeks glikemiczny ugotowanej ciecierzycy to 30.

Humus

Składniki (polecam ekologiczne):

  • około 200 g ciecierzycy, namoczonej przez noc, posolonej, gotowanej przez około godzinę,
  • kilka łyżek oliwy (dolewać w razie potrzeby),
  • dwa ząbki czosnku,
  • sok z połówki cytryny,
  • opcjonalnie: kilka świeżo łupanych orzechów włoskich,
  • opcjonalnie: kilka łyżek sezamu niełuskanego,
  • opcjonalnie: trochę świeżo zmielonego pieprzu.

Należy to wszystko zmiksować w robocie na delikatną, pachnącą masę. przełożyć do miski i jeść według uznania. Smacznego!