15 II2015

Mleko z różnych odmian ryżu

by joanna

Bardzo lubię ryż, w przeciwieństwie do naszego starszego syna, który uznaje jedynie mleko ryżowe. Dla niego robię czasem domowe mleko ryżowe według standardowego przepisu, jednak jeszcze nigdy nie osiągnęłam smaku mleka ryżowego kupowanego w sklepie. Dało mi to do myślenia – jak bardzo te napoje roślinne z kartonu są przetworzone, co zawierają, a czego nie ma na etykiecie (bo poniżej pewnego % nie trzeba pisać np. o dodatku cukru)? Prawdopodobnie oprócz tego, że są poddawane procesowi UHT (Ultra-high temperature processing) – zapewniającemu trwałość, ale też zmniejszającemu wartość odżywczą produktu – zawierają substancje słodzące i zagęszczające.

Mleko z ryżu basmati.

Mleko z ryżu basmati.

Mleko roślinne jest bardzo przydatne w kuchni alergika, gdy chcemy zastąpić w przepisach prawdziwe mleko lub wodę. To świetna baza deserów i ciepłych śniadań. Jest naturalnym źródłem błonnika pokarmowego, nie zawiera jednak właściwie wapnia. (więcej…)

26 X2013

Ach, ten wstrętny cholesterol!

by joanna

Ponad 15 lat temu trafiłam do warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia*, ponieważ badania profilaktyczne wykazały, że mam zbyt wysoki cholesterol (około 260 przy normach około 220) . Miałam 16 lat i kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi. Dziś jestem dwa razy starsza i trzy razy mądrzejsza.

Z całym szacunkiem dla dietetyków z IŻŻ-u, nie potrafili przekonać nastolatki do zmiany nawyków żywieniowych. Zawsze byłam szczupła, więc wszyscy lekarze machali ręką i mówili: „Aaa, to na pewno genetyczne predyspozycje”. Tyle razy to słyszałam, że w końcu sama mówiłam,  że mam genetyczną hipercholesterolemię. Białe fartuchy z radością zaczęły wciskać mi lekarstwa, bo przecież inaczej zaraz dostanę miażdżycy, zawału i umrę. Brałam leki przez kilka lat, za to kompletnie nie przejmowałam się dietą. Leki mnie wyręczały, a przecież ciągle byłam szczupła.

Odstawiłam leki kilka lat temu, kiedy wiedziałam, że chcę wkrótce mieć dzieci. Diety jeszcze nie poprawiłam, wyniki szalały, a szczególnie w ciąży (o czym niżej). Mój wynik sprzed roku (15 grudnia 2012 r., półtora miesiąca po porodzie):

chol_1

Spójrzcie, jaka jest norma: całkowity – <200, LDL – <130.

A to wyniki z 25 października 2013 r. – badanie robione w tym samym miejscu:

chol_2

chol_3

Jak myślicie, co się zmieniło? Mój wynik, oczywiście. Ale to, co mnie uderza, to że zmieniły się NORMY. Niby zmiana niewielka (z 200 na 190 mg/dl), ale to może oznaczać, że za rok będzie 180, a za dwa lata może nawet 150?

Dlaczego cholesterol jest zły (i dobry)

Aby wyjaśnić Wam, dlaczego lekarze tak chętnie badają nasz cholesterol, posłużę się dwoma książkami. (Przy okazji po lekturze „Nowoczesnych zasad odżywiania” T. Campbella mogę stwierdzić, że autor wpadł w tę samą pułapkę cholesterolową, co inni: wykazując niski poziom cholesterolu we krwi swoich badanych – Azjatów – moim zdaniem wykazał tylko, że Azjaci mają niski poziom cholesterolu we krwi).

Pierwsza z tych książek to niezastąpione „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” Udo Pollmera, Warszawa 2010. Na początek kilka cytatów:

W Europie także panuje histeria cholesterolowa, ponieważ istnieje cały przemysł, który czerpie zyski z ludzkiej obawy przed masłem – są to fabryki margaryny. Informacje, jakie otrzymujemy, są jasne: masło, ser i wędliny zagrażają zdrowiu, ponieważ cholesterol w nich zawarty jest czynnikiem zawału serca. A dzisiejsze choroby cywilizacyjne, takie jak np. miażdżyca, pojawiły się niedawno, choć masła używamy od tysięcy lat. (str. 94)

Nie można bać się cholesterolu – o czym zapominamy, zastraszani przez lekarzy, artykuły w gazetach, reklamy. Potrzebujemy go, aby nasz organizm funkcjonował prawidłowo! M.in. stabilizuje i chroni błony komórkowe, chroni nerwy, skórę, wspomaga układ odpornościowy, jest niezwykle istotny dla rozwoju mózgu noworodków.

Mleko matki zawiera dwa razy więcej cholesterolu niż mleko krowie! (str. 95).

Co ciekawe, Pollmer twierdzi, że cholesterol występuje także w roślinach (związany z innymi substancjami) – a więc nie jest prawdą, że spożywamy go wyłącznie w pokarmach odzwierzęcych. W dodatku:

Nie ma żadnej witaminy czy substancji mineralnej, która byłaby ważniejsza i miała bardziej zróżnicowane działanie niż cholesterol. I właśnie dlatego, że cholesterol jest tak ważny, organizm nie poprzestaje na zaopatrywaniu się w niego tylko z pokarmu. (str. 96)

Powołując się na profesora Hansa-Jurgena Holtmeiera, Pollmer pisze:

Holtmeier wręcz sądzi, że zdrowi ludzie w ogóle nie powinni się przejmować poziomem cholesterolu poniżej 300 mg%. Poziom cholesterolu zdrowych dorosłych ludzi wynosi 250 mg% ze znacznymi wahaniami w górę i w dół. Wykazane zostało to przez badania lekarskie na zdrowych pracownikach zakładów. (str. 98)

Pollmer dużo miejsca poświęcił analizowaniu biznesu, jakim jest żywność funkcjonalna (np. jogurty obniżające cholesterol), poddaje jednocześnie w wątpliwość nie tyle jej skuteczność, co pozytywny wpływ na nasze zdrowie (patrz str. 115). Jednym słowem, obniżanie cholesterolu czy to lekami, czy żywnością jest według Pollmera niekoniecznie pożądane.

Drugi autor, który bombarduje teorie o szkodliwości cholesterolu, to Józef Słonecki (tu znajdziecie więcej informacji o nim i jego działalności). Jego książka „Zdrowie na własne życzenie” (Strzelce Opolskie 2011) – moim zdaniem napisana momentami zbyt emocjonalnie – zawiera wiele ciekawostek na temat historii medycyny oraz informacje o funkcjonowaniu organizmu ludzkiego. Traktuję tę pozycję jako ciekawostkę właśnie, ponieważ autor jest bioenergoterapeutą, a nie lekarzem. Tu znajdziecie jego artykuł na temat samego cholesterolu, w książce pisze o tym nieco więcej:

  • LDL to frakcja cholesterolu, której zadaniem jest utlenianie się, czyli związanie ze sobą każdej napotkanej w krioobiegu wolnej cząsteczki tlenu.
  • HDL to frakcja cholesterolu, której zadaniem jest związanie ze sobą napotkanego w krwiobiegu utlenionego cholesterolu LDL i odprowadzenie go do wątroby. (str. 229)

Dlaczego poziom cholesterolu wzrasta? Przyczyna nie leży w spożywaniu pokarmów z cholesterolem, ale we wzroście ilości wolnych rodników.

(…) zwiększony poziom cholesterolu we krwi nie jest patologią, ale sygnałem, że ilość wolnych rodników tlenowych w organizmie przekroczyła bezpieczny próg, w związku z czym fizjologiczny poziom cholesterolu we krwi nie wystarczy do ich utlenienia i wydalenia. (str. 229)

Wolne rodniki dostają się do naszego organizmu drogą pokarmową (rafinowane oleje, margaryna, potrawy smażone na oleju) oraz oddechową, np. z dymem papierosowym.

Co zaś do norm, Słonecki pisze o spisku koncernów farmaceutycznych produkujących statyny, które blokują w wątrobie syntezę cholesterolu LDL. Pollmer myśli podobnie – choć on skupia się raczej na koncernach spożywczych. Jednym słowem, obaj panowie myślą, że normy są wątpliwe i związane z interesem różnych producentów.

Co myślę ja? Że wciąż za bardzo ufamy liczbom, wynikom, statystykom. I lekarzom. A oni za bardzo ufają samym sobie. Potrzeba odrobiny rozsądku, dużo warzyw w diecie i ruchu na świeżym powietrzu, a od razu będzie nam się lepiej myślało…

*Instytut Żywności i Żywienia ma wspaniałą misję: uczyć ludzi jeść zdrowo.

Zajrzałam dziś na ich stronę WWW i pomyślałam, że (podkreślam: według mnie) ich wiedza jest ździebko nieaktualna. Przyjrzyjmy się piramidzie zdrowego żywienia:

piramida zdrowego zywienia i normal

Opatrzona jest komentarzami, np.:

Mleko i produkty mleczne powinny być stałym elementem codziennej diety

Mleko i przetwory mleczne są nie tylko głównym źródłem wapnia w diecie, ale dostarczają również białka o wysokiej wartości biologicznej oraz witamin z grupy B, a także A i D. Produkty te są również źródłem składników mineralnych takich jak magnez, potas i cynk. Z uwagi na zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych w tłuszczu mlecznym należy wybierać mleko i jego przetwory o obniżonej zawartości tłuszczu.

Och, naprawdę? A właśnie się okazało, że cała moja rodzina łącznie ze mną nie może spożywać nabiału. Nie piję mleka, nie jem serów itp. od roku. Co mówią badania krwi z 25 października 2013 roku?

potas_sod

Dodam, że od miesięcy nie biorę suplementów diety. Oczywiście zakładamy, że tzw. normy w ogóle mają sens (dla białych fartuchów są ważniejsze od Biblii). Wygląda na to, że przynajmniej to mam w porządku (wahania tych makroelementów mogą oznaczać problemy z tarczycą, TSH wyszło poniżej 2, więc nie tu leży przyczyna mojego notorycznego zmęczenia).

Myślę, że pisanie o mleku jako obowiązkowym elementem diety (w dodatku najlepiej odtłuszczone!) to ogromna pomyłka. Bardzo wielu osobom mleko i jego przetwory po prostu szkodzą. Nie jesteśmy cielętami. Już w głowie szykuję wpis pt. „Dlatego nie pijemy mleka”.

Kolejny cytat:

Jaja podobnie jak mięso, zawierają prawie wszystkie składniki odżywcze potrzebne organizmowi. W żółtku jaja zawarta jest jednak duża ilość cholesterolu.

Oj, ktoś nie śledzi wyników badań. Już jakiś czas temu jajkom odebrano etykietkę pokarmu podnoszącego poziom cholesterolu we krwi. Jeśli ktoś może jeść jaja (ja mogę, mój starszy syn nie bardzo) i lubi, to niech nie czuje się winny z tego powodu!

Nie zgadzam się również ze ślepym ograniczaniem tłuszczów. Tzn. tych zdrowych, roślinnych, nieprzetworzonych. Ponieważ nie lubię masła klarowanego, chleb jem z oliwą (znów uwaga do piramidy: węglowodany jako podstawa diety?), używam najróżniejszych tłuszczów (olej lniany, kokosowy, oliwa z oliwek EV lub sansa do smażenia, olej z ostu, masło klarowane) i NIGDY nie liczę kalorii:

Ograniczenie spożycia tłuszczu ma również istotne znaczenie w zapobieganiu i leczeniu otyłości. Należy pamiętać, iż tłuszcz jest najbardziej kalorycznym składnikiem pokarmowym – 1g tłuszczu dostarcza 9 kcal, a białka czy węglowodanów 4 kcal.

Dla mnie to jakiś kompletny bełkot.

Znalazłam też garstkę dobrych porad na tej stronie:

  • Spożywaj codziennie warzywa i owoce [moja uwaga: to warzywa powinny być najważniejsze w piramidzie zdrowego odżywiania – gdyby znajdowały się na dole, może mniej ludzi opychałoby się białym pieczywem – w końcu zboża mamy jeść najwięcej!].
  • Mięso spożywaj z umiarem, zastępuj je rybami i roślinami strączkowymi [o ile możesz jeść ryby i rośliny strączkowe; a z rybami też nie warto przesadzać, są tak zanieczyszczone, że trujemy się nimi bardziej, niż podejrzewamy].
  • Unikaj cukru i słodyczy [źle powiedziane: unikaj ludzi, którzy wciskają Ci cukier, nie tykaj cukru w żadnej postaci, ale zdrowe słodycze jedz, bo są nam potrzebne do produkcji serotoniny!].

Podsumowując – w moim przekonaniu kierowanie się ścisłymi wytycznymi, tabelami, wyliczeniami i różnymi piramidami prowadzi do ogromnych nieporozumień. Nie każdemu służy to samo, ale fakt, że większości z nas szkodzą podobne rzeczy. Gdyby IŻŻ miał szersze podejście do indywidualnych potrzeb organizmu, może nie uciekłabym stamtąd, zniechęcona sztywnymi zakazami dietetycznymi.

Ostatni raz w IŻŻ byłam w 2009 r., miesiąc przed porodem. Wtedy mój wynik cholesterolu wyniósł ponad 400 („norma”, przypominam, to 190). Zapłaciłam za wizytę, żeby nie czekać w kolejce. Zamiast uspokojenia rozmowa z dietetyczką przyniosła mi wielkie rozczarowanie i poczucie bezradności. Dopiero potem dowiedziałam się, że cholesterol w ciąży rośnie, ponieważ potrzebuje go dziecko – do budowy mózgu. IŻŻ tego nie wiedział.