„Księga Rodzicielstwa Bliskości” – recenzja

Zacznę od tego, że Księga Rodzicielstwa Bliskości trafiła do mnie dzięki Emilce Jaworskiej i jej portalowi Vivat Poród. Myślę, że to dobry trop , aby podkreślić nierozerwalną łączność między miłością do dziecka a troską o planetę, która to troska w końcu zmienia się w coś więcej. W moim wypadku najpierw było dziecko, które nauczyło mnie, że dzisiejszy popularny styl życia prowadzi donikąd, i w pewnym sensie zmusiło mnie do gigantycznych zmian w moim otoczeniu. Potem było – jest – drugie dziecko, i dzięki tej dwójce mam na co dzień lekcję rodzicielstwa na różnych poziomach, wzbogaconą o nieustanny rozwój świadomości ekologicznej.

ksiegaAP

Kiedy zaczęłam czytać Księgę…, pomyślałam sobie: ale przecież to wszystko jest takie naturalne, takie oczywiste, ja to wszystko wiem. Czy jako matka prawie czterolatka i półroczniaka mogę jeszcze skorzystać z lektury poradnika (oj, do poradników jestem zrażona do końca życia), jak troszczyć się o niemowlę?

I wtedy – wiecie, co się stało? Przy kolejnym rozdziale, poświęconym karmieniu piersią, nagle zrozumiałam: to nie jest żaden poradnik. To jest książka o miłości. O tym, że matka wie najlepiej, co jest dobre dla jej dziecka. O tym, że „życzliwi” potrafią zniszczyć w niej naturalny instynkt, który każe każdej matce przytulić płaczące dziecko, podać pierś, kiedy jest zmęczone i chce zasnąć przy mamie, nosić blisko, kiedy jest marudne, spać w nocy w jednym łóżku, jeśli dziecko często budzi się na karmienie.

Siedem filarów rodzicielstwa bliskości (AP – Attachment Parenting) to wskazówki, jak nie stracić z dzieckiem przyrodzonej łączności, a jednocześnie – jak złapać oddech, gdy mama jest wykończona i po prostu ma dosyć (normalna sprawa). Autorzy – William Sears i Martha Sears – odsłaniają przed czytelnikiem własne doświadczenia rodzicielskie (mają ośmioro dzieci!) oraz opisują doświadczenia zdobyte dzięki pracy zawodowej (on jest pediatrą, ona pielęgniarką, oboje z ogromnym doświadczeniem). Bardzo mi się podoba, że nie są gołosłowni – opierają się na wszechstronnych badaniach, przywołują konkretne przypadki. Szczególnie dziękuję autorom za trzy rady: po pierwsze, aby nie bać się karmienia piersią po pierwszym roku życia, po drugie, aby nie słuchać trenerów dzieci, po trzecie, żeby znaleźć sobie (płatną) pomoc do domu i mieć dzięki temu chwilę wytchnienia.

Jakkolwiek kiczowato to zabrzmi, tę książkę czyta się sercem. Bo wszystko, co w niej napisano, jest w każdej mamie. Księga Rodzicielstwa Bliskości przypomina nam tylko, że wszystko, co do nas należy, to kochać swoje dzieci – i że możemy się tego nauczyć. Jeśli książka bywa zbyt amerykańska w swoim entuzjazmie, nie szkodzi. To literatura emocji.

Na koniec łyżka dziegciu: mam nadzieję, że przy kolejnym wydaniu korekta spisze się lepiej (te okresy czasu i przecinki…). Zawsze niestaranność redakcyjna psuje mi lekturę. Na szczęście w tym wypadku treść broni się sama.

Księga Rodzicielstwa Bliskości, William Sears, Martha Sears, wyd. Mamania, Warszawa 2013

Może przeczytasz także:

„Jak zerwać z plastikiem” – recenzja

Jak zerwać z plastikiem? A właściwie po co i dlaczego? Nawet jeśli sami wiemy, co

4 ekopowieści o końcu naszego świata

Ekopowieści, które chcę Wam polecić, przeczytałam – a raczej pochłonęłam – jedna po drugiej. I

„Qmam kasze. Do ostatniego okruszka”

Książka Mai Sobczak „Qmam kasze. Do ostatniego okruszka” wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Wyrazista osobowość autorki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge