Co to znaczy jeść przyzwoicie

Książka Karen Duve „Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment” (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013) wpadła mi w ręce akurat teraz, kiedy czytam „Nowoczesne zasady odżywiania” Campbella. Ostatnio strasznie dużo czytam o jedzeniu. Jestem tym poważnie zaniepokojona. Muszę znaleźć czas na literaturę piękną, bo inaczej mój mózg zamieni się w liść sałaty! He, he.

Karen Duve jest niemiecką pisarką o ciekawym życiorysie (była m.in. kierowcą taksówki), dość utytułowaną i pewnie znaną w Niemczech. Po lekturze jej książki, w której opisuje swoje życie w trakcie eksperymentu konsumpcyjnego, znikło moje przeświadczenie o tym, że nasi zachodni sąsiedzi mają zmysł ekologiczny we krwi (o czym pisałam przy okazji „Modlitw waginy”). Co gorsza, moja wiara w człowieka została narażona na anihilację, ale mimo wszystko jeszcze się tli. O co tyle hałasu?

jesc_przyzwoicie-1

Autorka książki „Jeść przyzwoicie” pewnego dnia postanawia, że spróbuje różnych diet opartych na założeniach etycznych. Zacznie od najłatwiejszego, czyli kupowania żywności ze znaczkiem BIO, potem przestanie jeść mięso, następnie porzuci zwyczaj spożywania nabiału, aby w końcu spożywać tylko taki pokarm, jaki udaje się pozyskać bez szkody dla środowiska. Od diety ekologicznej, przez wegetariańską i wegańską, po frutariańską.

Książka jest znakomitą lekturą dla antropologów: nie dość, że autorka celowo obnaża swoje słabe strony, to jeszcze nie do końca zamierzenie daje dowód gigantycznej hipokryzji, której nie można się wyzbyć tylko dlatego, że nagle zachciało się komuś żyć uczciwie wobec planety. Ogromnie drażniło mnie podejście autorki-bohaterki do wyzwania. Na początek postanowiła sprawdzić, jak żyją ludzie kupujący żywność ekologiczną, ale przecież nie chciała odczuć żadnej zmiany. Jadła to samo, tylko płaciła za to dwa razy drożej.

Zastanawiałam się, czemu to mnie tak irytuje? Może dlatego, że nie rozumiałam pobudek bohaterki: na starcie chciała sprawdzić, jak to jest odżywiać się w określony sposób, posługując się szablonem wolno-nie wolno i listą dopuszczalnych potraw. Pewnie, że tak można, ale to wszystko na odwrót! Spożywanie pokarmu to nie bezmyślne wkładanie jedzenia do ust, przeżuwanie i połykanie. Wybór pokarmu, łączenie składników, przygotowywanie posiłków – to cała filozofia. Fakt, że dziś zapomniana, zdegradowana. Dania gotowe, którymi raczy się bohaterka książki, niezależnie od tego, czy je ekologicznie, wegetariańsko czy wegańsko, świadczą o tym, że jej wcale nie chce się pomyśleć o jedzeniu poważnie, całościowo. Analizuje poprawność składników na opakowaniu, zamiast ugotować sobie sama porządny obiad. Albo zajada się kosmicznie przetworzonymi słodyczami i dziwi się, że tyje…

redyk

Trochę szczęśliwsze owce – wypas tradycyjny na Rusinowej Polanie.

Inną sprawą jest etyka jedzenia mięsa. Autorka zarzeka się, że los zwierząt jest jest bardzo bliski. Dzięki jej dociekaniom czytelnicy dowiadują się, że nawet w ekologicznych gospodarstwach, nawet tych z logo Demeter, zwierzęta niekoniecznie są szczęśliwe. Duve opisuje wizytę na kurzych fermach, zwykłej i bio. Różnica paradoksalnie nie jest duża. Opisuje także sposoby szlachtowania zwierząt, a nawet roztrząsa sprawę polowań i skuteczności strzałów myśliwych. Potem zastanawia się nad wykorzystywaniem zwierząt do otrzymywania produktów takich jak mleko czy jajka. W tym momencie czytelnik może zadać sobie pytanie: ale jak to, naprawdę interesuje ją dola zwierząt? Dlaczego w takim razie trzyma w stajni muła i konie, dlaczego hoduje kury, jeśli nie dla swojej przyjemności, kaprysu? Nie mówiąc o dziwnej kolekcji wypchanych zwierząt, za którą słono zapłaciła i której nikt od niej nie chce!

kury_

Ta kura chyba ma niezłe życie. Przynajmniej dopóki się niesie.

Przyznaję, książka miała dla mnie walory edukacyjne. Patrząc na eksperyment Duve, mogłam zastanowić się nad kilkoma sprawami, które dotąd umykały mi w natłoku innych zagadnień. Po pierwsze, potwierdziły się moje podejrzenia, że jeśli ktoś hoduje kilka tysięcy kur niosących ekologiczne jajka, to te kury nie mają szans być szczęśliwe. Autorka „Jeść przyzwoicie” twierdzi, że choć kura to ptak stadny, najlepiej czuje się w towarzystwie kilku-kilkudziesięciu ptaków. W dodatku na każdą kurę nioskę przypada jeden zabity kogucik, „zutylizowany” jako pisklę – nie byłoby co zrobić z tyloma kogutami. To również dotyczy ekologicznego chowu drobiu.

Po drugie, nawet „demetrzańskie” stada krów nie żyją jak w raju. Są hodowle, gdzie krowy wychodzą z obory tylko przez dwa miesiące w roku – kiedy nie dają mleka. A mleko pozyskuje się od zwierzęcia, któremu odebrano i zjedzono dziecko. Mleko, które w dodatku szkodzi ludziom, a jest wmawiane jako niezwykle zdrowy – niezbędny! – składnik naszej diety. (O szkodliwości mleka napiszę osobno, bo to długi temat i niejednoznaczny).

Kiedy autorka wkracza w fazę eksperymentu zatytułowaną „frutarianizm”, zmienia się trochę jej stosunek do posiłków – gotuje i chudnie. Ale chyba nie jest szczęśliwa, bo zamiast eksperymentować ze składnikami, trzyma się stałego menu. Myślę, że nie przekonała się do odżywiania bez przemocy (frutarianie żywią się częściami roślin pozyskiwanymi bez niszczenia rośliny, czyli owocami, ziarnami, orzechami). Choć poziom empatii Duve pod koniec książki jest niebywały, eksperyment się kończy i autorka wraca do mięsa (choć zarzeka się, że będzie je jadła sporadycznie). Wcale się nie dziwię – mnie wystarczyło kilka dni bez mięsa, aby zrozumieć, że trudno się w ten sposób najeść. Białko zwierzęce, jako podobne do ludzkiego, jest łatwo przyswajalne i sycące. Choć mam świadomość, że jem cierpienie, czy mogę poradzić coś na to, że czuję potrzebę dostarczania sobie choć niewielkiej ilości mięsa? Dzięki książce Duve mogę zapomnieć o czystym sumieniu jeśli chodzi o mięso ekologiczne – drób, wieprzowina czy wołowina nie powstają ze szczęśliwych zwierząt – może tylko nieco szczęśliwszych niż te w masowych hodowlach. Dlatego, że hodowla ekologiczna jest dziś wielkim biznesem i zwykle jest masowa. Są oczywiście tradycyjne chowy zwierząt, ale to pewnie ułamek w skali całej produkcji.

W każdym razie poszukuję nadal odpowiedzi, na ile człowiek jest potomkiem zbieracza-myśliwego, na ile – rolnika ziarnożercy, a na ile – konsumenta wysoko przetworzonego żarcia. Czyli lektury na temat odżywiania się nie skończą. Jednak stanę się sałatą…

Może przeczytasz także:

Kubeczek menstruacyjny Merula – recenzja

Merula Cup to kubeczek menstruacyjny pomyślany w taki sposób, aby pasował większości kobiet. Do wyboru

„Jak zerwać z plastikiem” – recenzja

Jak zerwać z plastikiem? A właściwie po co i dlaczego? Nawet jeśli sami wiemy, co

4 ekopowieści o końcu naszego świata

Ekopowieści, które chcę Wam polecić, przeczytałam – a raczej pochłonęłam – jedna po drugiej. I

1 thought on “Co to znaczy jeść przyzwoicie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge