31 III2015

Czy moje dziecko może mieć AZS?

by joanna

Poniższe zestawienie ma na celu zebranie ważnych informacji na temat atopowego zapalenia skóry w celach wyłącznie informacyjnych. Dołożyłam starań, aby tekst opierał się na sprawdzonych źródłach. Artykuł napisałam z myślą o rodzicach, którzy chcieliby pogłębić wiedzę na temat AZS. Pamiętajmy, że żaden tekst z internetu nie zastąpi diagnozy lekarza w gabinecie, zwłaszcza że poruszam jedynie najważniejsze zagadnienia.

AZS

Co to jest AZS?

Atopowe zapalenie skóry jest chorobą o podłożu genetycznym, co oznacza, że jest zależna od aktywności pewnych genów, z którymi się rodzimy.

(więcej…)

25 XI2014

Dni Alergii – relacja, cz. 1. Diagnostyka

by joanna

Tak duże wydarzenie, jakim były Dni Alergii, trudno opisać w jednym krótkim tekście – postanowiłam wybrać dla Was najciekawsze wydarzenia, rozmowy i informacje (choć od razu przyznaję – nie wszędzie dotarłam, nie ze wszystkimi porozmawiałam i nie wszystkiego się dowiedziałam). Podzieliłam je tematycznie – dziś będzie o metodach diagnozy alergii, prezentowanych przez wystawców związanych z badaniami laboratoryjnymi.

Przeczytaj także: Dni Alergii – relacja, cz. 2. Ciekawostki żywieniowe

da16

Dni Alergii.

Wśród wystawców, którzy prezentowali metody diagnostyki alergii i nietolerancji pokarmowej, byli: ALAB Laboratoria, Biomedico, Instytut Mikroekologii, Sieć Labolatoriów Medycznych – Diagnostyka i Synlab Polska. Udało mi się zamienić parę zdań przy trzech stoiskach, choć jestem pewna, że wszystkie oferty były godne uwagi.

ALAB – FoodProfil

Laboratoria ALAB – znane pewnie wszystkim jako jedne z najbardziej rozpowszechnionych laboratoriów diagnostycznych w Polsce – oferują zupełną nowość: FoodProfil, diagnostykę nadwrażliwości pokarmowej IgG-zależnej (NP-IGG, nadwrażliwość III typu).

da14

Przykładowe wyniki FoodProfil, ALAB.

Sam rodzaj badania alergii opóźnionej nie jest niczym przełomowym, natomiast ALAB oferuje kompleksowe, dwuetapowe badanie, które obejmuje wszystkie podklasy przeciwciał klasy G – podklasy IgG1, IgG2, IgG3 oraz – co podobno wyjątkowe – IgG4. Z ulotki ALABU:

Podklasy IgG1, IgG2 i IgG3 w warunkach niefizjologicznych mogą formować kompleksy immunologiczne i wywoływać przewlekły stan zapalny (lokalny lub ogólnoustrojowy) za pośrednictwem aktywacji układu dopełniacza i innych mechanizmów immunologicznych (m.in. generują anafilatoksyny oraz stymulują komórki odpornościowe w kierunku uwalniania czynników prozapalnych). Ponadto, podklasa IgG4 może konkurować o te same miejsca wiązania do receptorów, co alergiczne IgE, i inicjować reakcje zapalne.

Badanie z krwi polega na wstępnym ustaleniu, czy u pacjenta dominują procesy związane z przeciwciałami IgG1-3, czy IgG4, i po takim rozpoznaniu badane są odpowiednie klasy przeciwciał.

Wyniki ProfilFood, ALAB.

Wyniki ProfilFood, ALAB.

Dla kogo jest ten test? Dla tych osób, w wypadku których zwykła diagnoza oraz testy na alergie IgE-zależne nie dają odpowiedzi, skąd biorą się pewne dolegliwości, np. choroby autoimmunologiczne. Nadwrażliwość pokarmowa typu III jest trudna w diagnozie, ponieważ reakcje organizmu są opóźnione i niełatwo je powiązać ze spożywanym pokarmem. Dotychczas bazowano na metodzie obserwacji i prowokacji pokarmowej (dość uciążliwej i czasochłonnej). Badania krwi mają być szybką odpowiedzią na pytanie – czy i jaki pokarm nam szkodzi.

foodprofil

Wśród opinii alergologów dominują wątpliwości, czy takie badania mają wartość diagnostyczną. Są drogie (ceny orientacyjne: wersja 45 alergenów kosztuje 490 zł, 88 alergenów – 940 zł, a 280 alergenów – 1590 zł). Trzeba pamiętać, że nie dają odpowiedzi na pytanie o alergie IgE-zależne (natychmiastowe) ani nietolerancje pokarmowe.

https://www.alablaboratoria.pl/691-foodprofil—diagnostyka-nadwrazliwosci-pokarmowej

Biomedico – MyCare Test

MyCare Test jest to metoda diagnozy opóźnionej reakcji alergicznej (a więc tego samego, co bada test MRT), podana w zupełnie rewolucyjny sposób.

mycaretest

Zamiast oddawać cztery fiolki krwi w laboratorium kłujemy się w palec, upuszczamy kilka kropel krwi na specjalny papierek i wysyłamy kurierem do analizy… Próbka wędruje aż do laboratorium we Włoszech:

Sprawdza się tam wpływ poszczególnych produktów żywnościowych oraz dodatków na leukocyty, mierzony jest również poziom intensywności reakcji białych krwinek, ich uszkodzenie oraz zmiany w wyglądzie.

Trudno wprawdzie zrozumieć, jak kilka kropel krwi może wystarczyć do sprawdzenia reakcji na 135 pokarmów – jest to podobno zasługa specjalnej membrany, która od razu oddziela erytrocyty od leukocytów, dzięki czemu krew może być przebadana nawet po 10 dniach (to są wiadomości uzyskane od przedstawicieli Biomedico – nie odnoszę się do nich w żaden sposób, ponieważ nie czuję się kompetentna).

da_mycare2

Na stronie internetowej opisującej test widzę jednak pewną niespójność – wbrew temu, co jest napisane, alergia pokarmowa to nie jest tylko „nadmierna reakcja układu odpornościowego organizmu, za pośrednictwem przeciwciał IgE (immunoglobulin klasy E), w następstwie spożycia uczulającego pokarmu lub substancji w nim zawartej”. Alergia pokarmowa jest niepożądaną reakcją organizmu, angażującą układ immunologiczny, niekoniecznie przeciwciała IgE.

MyCare Test jest testem cytotoksycznym, bada inny poziom nadwrażliwości pokarmowej niż te, które skupiają się na przeciwciałach IgE (podobnie jak test MRT). Bada opóźnione reakcje immunologiczne organizmu – używanie w opisach pojęcie nietolerancji pokarmowej wydaje mi się nietrafne. Jeśli dobrze rozumiem, test bada opóźnione reakcje alergiczne (być może nie tylko). Nietolerancja pokarmowa to reakcja organizmu, która nie angażuje układu immunologicznego. Myślę, że w wypadku materiałów MyCare Test nieporozumienie wynika ze starej nomenklatury – sprawa do wyjaśnienia.

(Testy cytotoksyczne wykrywają różne typy opóźnionych niepożądanych reakcji na pokarm, w tym związane z IgG i nietolerancją pokarmową. Mam wrażenie, że twórcy tych testów do końca nie umieją określić, czym jest wynik takiego badania, ponieważ dotyczy on wszystkich opóźnionych reakcji, bez dzielenia ich na rodzaje).

da_mycare

Cena testu: wersja 64 pokarmy – 450 zł, 96 pokarmów – 550 zł, 120 pokarmów – 650 zł, 120 pokarmów + 15 dodatków do żywności – 700 zł. Wynik pozwala na indywidualne ustalenie jadłospisu i diety eliminacyjno-rotacyjnej (dodatkowo płatne).

W odróżnieniu od testu MRT cała diagnostyka odbywa się zdalnie.

http://www.mycaretest.pl/

Instytut Mikroekologii – ImuPro

ImuPro to kolejny test wykrywający opóźnione reakcje alergiczne, dlatego o nim powiem już tylko kilka słów. Tak samo, jak powyższe, stosuje się go do badania alergii pokarmowej IgG-zależnej, a więc takiej, której objawy mogą wystąpić nawet po kilku dniach po spożyciu pokarmu. Alergia typu III powstaje w wyniku zwiększonej przepuszczalności jelita – ImuPro pomaga w ustaleniu, które pokarmy przedostające się do krwiobiegu czynią największą szkodę organizmowi. Na podstawie wyniku można ułożyć jadłospis, który wyciszy stany zapalne i pomoże w uszczelnieniu jelit.

da_instytut_mikroekologii

Badanie wykonuje się w dowolnym laboratorium za pomocą zestawu do pobrania, który zostaje odesłany do Instytutu Mikroekologii w Poznaniu. Instytut umożliwia także kontakt (zdalny lub osobisty) ze swoimi specjalistami – lekarzami i dietetykami. Ceny testów: 44 pokarmy – 430 zł, 90 pokarmów – 900 zł, 271 pokarmów, przypraw i konserwantów – 1700 zł.

Podsumowując te trzy testy, musze przyznać, że choć ich zadanie jest bardzo podobne, to każdy producent kładzie nacisk na coś innego:

  • FoodProfil stawia na nowoczesność (klasa IgG-4, dwuetapowość badania), wiarygodność (certyfikacja testów) oraz informację dla pacjenta na temat reakcji nieimmunologicznych, pokarmach reagujących krzyżowo, silnych alergenach i używkach. W materiałach brakuje mi informacji na temat przyczyn alergii IgG-zależnych, być może po to, aby nie stać w sprzeczności z oficjalnym stanowiskiem naukowców. Testy są dość kosztowne, wykonywane tylko w laboratoriach ALAB.
  • MyCareTest stawia na dostępność – pobranie krwi pacjent może wykonać sam w domu, próbkę oddaje kurierowi. Przystępna cena jest dużym atutem. Wyniki obejmują sugestię diety eliminacyjnej i rotacyjnej. W materiałach brak informacji na temat przypuszczalnych powodów alergii opóźnionej, jest też problem z nazewnictwem (nietolerancja pokarmowa nie jest alergią opóźnioną).
  • ImuPro – test dość kosztowny, pobranie krwi wykonywane jest w dowolnym laboratorium. W materiałach znajdziemy informację o przypuszczalnej genezie alergii typu III (nieszczelność jelit), pacjent jest objęty programem dietetycznym, który ma na celu zlikwidowanie stanów zapalnych (objawów) oraz odbudować jelita (przyczyna). ImuPro ma certyfikat walidacji (potwierdzenie dokładności i powtarzalności).

Na koniec dodam tylko, że większość alergologów nie darzy wyników żadnego z tych testów zaufaniem. Jeśli zdecydujemy się na ich wykonanie, nie spodziewajmy się, że nasz lekarz weźmie pod uwagę ich rezultaty (o czym przekonałam się już wielokrotnie).

Instytut Mikroekologii – KyberKompaktPRO

Nowoczesna diagnostyka zaburzeń mikroflory jelit KyberKompaktPRO to zestaw badań, który mnie zaciekawił ze względu na kompleksowe podejście do tematu. Sprawdzanie, co nam siedzi w kiszkach, nie jest żadną nowością, badania kału stanowią bardzo istotną część diagnozy wszelakich chorób. Dobrze pracujące jelita to podstawa dobrze funkcjonującego układu odpornościowego, o czym być może zapominamy (przeczytaj: czy jelita matki karmiącej mają wpływ na alergie jej dziecka?).

kryberkompaktpro

W Instytucie Mikroekologii możemy wykonać wszechstronne badanie kału (próbkę pobieramy w domu i odsyłamy do Instytutu). Próbka jest badana pod względem ilości i jakości wybranych bakterii – tych, które są niezbędne do naszego funkcjonowania, i tych, które powodują choroby – a także pH kału i inne parametry chorobotwórcze (badanie KyberStatus). Badanie KyberMyk ocenia liczebność drożdżaków Candida w jelicie. KyberKompaktPRO to dokładna analiza składająca się z obu badań oraz – jak się dowiedziałam – dokładnego badania kału także pod względem pasożytów (metodą mikroskopową i na obecność przeciwciał). Z materiałów Instytutu Mikroekologii:

Wraz z wynikiem KyberKompakt lekarz oraz pacjent otrzymują ocenę, interpretację oraz indywidualną propozycję dotyczącą terapii, która opracowywana jest na podstawie wyników diagnostyki flory jelitowej oraz objawów pacjenta zaznaczonych w skierowaniu na badanie.

Wskazania do badania to m.in. powtarzające się problemy trawienne (bóle brzucha, biegunki, zatwardzenia, wzdęcia), alergie, AZS, nadwaga i otyłość – ponieważ źle funkcjonujące jelita, o zwiększonej przepuszczalności, wyjałowione z niezbędnych bakterii (np. kuracją antybiotykową) mogą stać się przyczyną nadwrażliwości pokarmowej i innych chorób autoimmunologicznych.

Cena badania KryberKompakt to 370 zł.

http://www.instytut-mikroekologii.pl/portfolio/kyberkompakt/

Wkrótce kolejna część relacji z Dni Alergii – zapraszam!

12 II2014

Test MRT – podsumowanie

by joanna

Minął rok od naszego pierwszego testu na alergię pokarmową MRT, który wykonaliśmy naszemu starszemu synowi. Dziś spotkałam się także z dietetyczką Teresą Partyką w swojej sprawie – mój test i pierwsze omówienie wyników były w październiku zeszłego roku, dziś wreszcie udało mi się podsumować zmianę sposobu odżywiania.

Tu szukaj odpowiedzi na podstawowe pytania o test MRT:

Czym jest test MRT?

Dlaczego go robiliśmy?

Jak wyglądają wyniki?

Jakie były moje problemy do rozwiązania?

Rezultaty diety wg programu LEAP

por 

To ciągle ja! Ciągle mam 32 lata, ale dzięki zimie (i dozwolonym daktylom) mam już pół kilo więcej, hehe.

Dzięki zastosowaniu diety moje najważniejsze problemy zdrowotne co najmniej się zmniejszyły. ALE test był tylko podpowiedzią, gdzie szukać przyczyn dolegliwości.

  • migreny – minęły jak ręką odjął po odstawieniu kawy (tu o kawie, a tu o innych przyczynach migreny); pytanie, czy tak zostanie, kiedy przestanę karmić i cały cykl hormonalny wróci do normy?
  • kłopoty z cerą – jest lepiej, ale nie jestem w pełni zadowolona; myślę, że pewne znaczenie ma obecność w mojej diecie słodkich, suszonych owoców i być może cukru (obecnego w czekoladach).
  • problemy z trawieniem – po wyrzuceniu z diety warzyw strączkowych (oprócz cieciorki) i pszenicy, żyta, jęczmienia – została tylko samopsza – mam się znacznie lepiej pod tym względem; codziennie piję też szklankę wody z łyżką nasion babki płesznika.
  • bóle stawów prawej dłoni – niestety, to raczej kwestia pracowania przy komputerze, czasem mija, czasem wraca, nie widzę związku z dietą, tylko z ilością pracy. Minęły za to bóle stawów kolanowych (podejrzanym był bakłażan).
  • zespół suchego oka – chwilowo brak  dolegliwości.
  • senność, ospałość, kłopoty z koncentracją – nie da się ukryć, że niewyspanie, pora roku i brak kawy nie pomagają w tej kwestii, a mimo to czuję się znacznie lepiej niż jesienią. Mogę żyć i pracować bez kawy!

Skutki uboczne

Plusy (poza zdrowotnymi):

  • Dzięki uważnemu komponowaniu menu odkryliśmy wspaniałe smaki, ciekawe połączenia, nowe przyprawy i potrawy. Ograniczenie diety paradoksalnie ją wzbogaca (do pewnego stopnia, oczywiście).
  • Mamy coraz większą wiedzę o tym, co jemy. Uczymy się zdrowego i smacznego odżywiania.
  • Jesteśmy szczupli.

Minusy:

  • Rachunki za prąd (ciągle coś pieczemy, w tym dwa obowiązkowe chleby tygodniowo).
  • Mąż tęskni za wołowiną.
  • Ja tęsknię czasem za możliwością pójścia do restauracji, zamówienia pizzy, beztroskiego jedzenia w gościach.
  • Czasem chciałabym wyjść z kuchni, hehe.

Pani dietetyk, co pić???

Możecie się śmiać, ale ja od ponad dwóch lat nie piję alkoholu. Najpierw ciąża, teraz karmienie… Czasem człowiek napiłby się kieliszek czegoś mocniejszego. Karmienie się skończy, wróci wolność alkoholowa, a tu gucio: wina nie mogę (bo winogrona), piwa nie mogę (bo drożdże), jabłecznika nie mogę (bo jabłka), wódki pszenicznej nie mogę, wódki żytniej nie mogę… Została mi wódka z ziemniaków. No i tequila.

O, życie.

Warto? Warto

Tak, zdecydowanie – jeśli zmagamy się z uciążliwymi dolegliwościami, których lekarze nie potrafią zdiagnozować czy wyleczyć – wręcz należy spojrzeć na swoją dietę. Testy na alergię pokarmową mogą być naprawdę cenną wskazówką, co w naszej diecie nam szkodzi. A szkodzić może wszystko, nawet najzdrowsza marchewka czy ekologiczne jabłko.

Za kilka miesięcy znowu przyjrzę się swojemu testowi i zweryfikuję dzisiejsze podsumowanie. A od jutra zacznę bardzo ostrożnie rozszerzać dietę – zacznę od czosnku, hura!

01 II2014

2 miesiące bez migreny. Podejrzany to…

by joanna

Mogę chyba ostrożnie mówić o pewnym sukcesie: nie mam migren już od dwóch miesięcy. Może pamiętacie mój wpis o tym, co zwykle powoduje migreny. Dla przypomnienia, czym jest migrena i jakie dokładnie związki są oskarżane o jej wywoływanie, odsyłam do tego właśnie wpisu, żeby nie powtarzać zbyt wielu informacji.

Odstawiłam prawie wszystkie podejrzane produkty (chyba że nie spożywałam ich już wcześniej). Przypomnę, że produktami spożywczymi najczęściej oskarżanymi o działanie migrenogenne są (+ oznacza, że jem, – oznacza, że nie jem):

  • czekolada (zawierająca fetyloetyloaminę i tyraminę) (najpierw -, teraz +)
  • produkty sfermentowane (kwaszonki, alkohole) (-),
  • sery żółte i pleśniowe (-),
  • czerwone mięso (-),
  • cytrusy (+),
  • sos sojowy (-),
  • mocna kawa i herbata (-),
  • ryby marynowane (-),
  • pszenica (-),
  • jajka (+),
  • mleko (-),
  • kukurydza (-),
  • trzcina cukrowa (+/-, jest zawsze odrobina w czekoladzie),
  • drożdże (-).

Długa lista, prawda? W dodatku może się okazać, że niekompletna albo zupełnie nietrafiona w wypadku osób, które tych rzeczy właściwie nie jedzą, a i tak cierpią na bóle głowy (znam takie przypadki). Dlatego że migrena jest skomplikowanym zjawiskiem, zależnym od wielu czynników, w tym zewnętrznych, jak pogody, i wewnętrznych, niepowiązanych z pokarmem, jak stresu.

Przeczytaj też: Nietolerancja pokarmowa: co trzeba wiedzieć

Zachęcam jednak wszystkich cierpiących na migrenę do spróbowania wyeliminowania na jakiś czas któregoś z tych produktów spożywczych. Może się okazać, że to naprawdę działa! Ze smutkiem pożegnałam czekoladę, a kiedy migreny ustąpiły, na próbę włączyłam ją do diety (niewielkie ilości, staram się jeść tabliczkę na tydzień, tylko gorzką, powyżej 70%). Migreny nie wróciły. To nie czekolada!

And the loser is…

kawa

Definitywnie kawa. Póki nie zrezygnowałam z rytualnej filiżanki parzonej kawy dziennie, póty migreny się powtarzały – co tydzień, co dwa tygodnie. Bardzo trudno było mi zrezygnować z tej przyjemności – z filiżanki małej czarnej z mlekiem owsianym, do której przegryzałam sobie tandema. Kawa nie była produktem, który wyszedł w teście MRT jako nietolerowany przez mój organizm. Jej poziom był wręcz bardzo niski.

mrt_ja_3

Ale wyniki tego testu są tylko pewną wskazówką, jak zmienić dietę i jak szukać przyczyn różnych dolegliwości. (Notabene, wkrótce znowu spotykam się z dietetyczką z programu LEAP, będzie czas na podsumowanie, co test zmienił w moim życiu).

Dodam jeszcze, że zupełnie zrezygnowałam z mocnej herbaty. Piję głównie słabą herbatę białą (bardzo polecam tę ekologiczną i FT).

Dlaczego kawa powoduje migreny?

Obiegowa opinia jest przecież zupełnie odwrotna. „Boli cię głowa? Napij się kawy!” – słyszałam wielokrotnie od różnych osób. Fakt, że środki przeciwbólowe wzmocnione kofeiną działają jakoś mocniej i szybciej. Ale że bez kawy środki przeciwbólowe przestały być potrzebne? (No, poza wyjątkowymi sytuacjami, np. podczas choroby).

Podejrzane składniki kawy to przede wszystkim kofeina (obecna także w herbacie), która powoduje najpierw skurcz, a potem rozszerzanie się naczyń krwionośnych w mózgu i ich bolesny ucisk na nerwy. Drugim składnikiem są fenole, na które część osób po prostu źle reaguje (występują one obficie m.in. w roślinach strączkowych).

Jak żyć bez kawy?

Nie ma lekko! Kawa wspaniale pobudza, rozjaśnia umysł, podnosi ciśnienie i – dobrze przyrządzona – świetnie smakuje. Są jednak osoby, którym kawa po prostu szkodzi. Jeśli należycie do tych, którym kawa ratuje dzień, a mimo to podejrzewacie ją o działanie migrenogenne, oto kilka moich sprawdzonych porad, jak żyć bez kawy:

  • pijcie dużo niegazowanej wody,
  • pijcie herbatę – ale niezbyt mocną; spróbujcie herbat ziołowych i białej herbaty (zielona ma dużo teiny = kofeiny),
  • jeśli czujecie się bardzo zmęczeni i śpiący, spróbujcie wygospodarować 10 min na drzemkę – nawet tyle wystarczy, żeby się zregenerować; (w pracy nie każdy ma do tego warunki, ale wiecie, że macie prawo do 15 min przerwy w ciągu dnia i ten czas możecie wykorzystać dowolnie? Po prostu wystawcie karteczkę na biurku „15 min ustawowej przerwy” i zdrzemnijcie się, nawet z głową na klawiaturze, w słuchawkach itp. No dobrze, jeśli pracujecie na poczcie, idźcie na zaplecze),
  • jeśli senność zaskoczy Was za kółkiem, zatrzymajcie się w bezpiecznym miejscu i zdrzemnijcie 10-15 min, to działa!
  • jeśli zasypiacie na ważnym zebraniu, wyjdźcie na chwilę na świeże powietrze, poskaczcie, zróbcie przysiady itp.,
  • nie pijcie kawy – żadnej – ani napojów z kofeiną (cola itp.); no dobra, jeśli smakuje Wam bezkofeinowa…

U mnie to działa. A u Was?

Aktualizacja 15 lipca 2014 r.: to już 8 miesięcy bez kawy – i migreny!

23 XI2013

Faza 4. Pszenica – mój utajony wróg

by joanna

Dla tych, co nie śledzą mojego bloga, krótkie streszczenie: zrobiłam test na nietolerancję pokarmową i właśnie przechodzę przez miesięczny okres wyciszania organizmu z niepożądanych reakcji dietozależnych. Poszczególne etapy polegają na stopniowym włączaniu do diety poszczególnych pokarmów. Była już faza 1. połączona z 2. oraz faza 3. Rozpoczęła się faza 4.

Faza 4. to przede wszystkim włączenie soczewicy i pszenicy (za zbóż wcześniej tylko orkisz i samopsza). Dwa dni jedzenia pszenicy w postaci makaronów i… wszystkie dolegliwości związane z trawieniem powróciły. Bóle brzucha, bulgotanie, zaparcia, wzdęcia. Zupełnie inna jakość trawienia.

Nie powiem, żeby to mnie bardzo zdziwiło. Chociaż wynik pokazywał tolerancję pszenicy (jednak blisko granicy):

pszenica_3

Dzisiejsza pszenica nijak się ma do tej, którą jedli nasi przodkowie (chyba że jemy orkisz, samopszę czy płaskurkę). Ale to nic. W pszenicy (podobnie jak w życie, owsie i jęczmieniu) znajduje się gluten, białko tyle bezwartościowe w sensie odżywczym, co niebezpieczne. Ale smaczne, prawda? To dzięki niemu makarony są sprężyste, ciasto takie elastyczne.

pszenica_1

Cytaty przeciw glutenowi

Wiele się pisze o tym, że pszenica nam szkodzi. I nie chodzi tylko o białą mąkę, która ma wysoki indeks glikemiczny i wspaniale dokarmia Candida Albicans. Gluten jest tak samo w mące razowej.

Tak pisze o glutenie Józef Słonecki (wspominałam już o nim – autor kontrowersyjny, choć czasem trudno odmówić jego wypowiedziom celności):

Ze zdrowotnego punktu widzenia gluten nie przejawia żadnych pozytywnych cech, za to negatywnych ma sporo. Przede wszystkim skleja skrobię i błonnik w nierozpuszczalne, a zatem niestrawne grudki, które po dotarciu do jelita grubego zbijają się w duże, zwarte grudy, powodujące zatwardzenie stolca. (…)

Warto wiedzieć, że gluten nigdy nie wchodził w skład pożywienia naszych praprzodków myśliwych-zbieraczy. Jako pożywienie człowieka gluten pojawił się dopiero po wynalezieniu rolnictwa, czyli zaledwie 7 tysięcy lat temu. To po pierwsze, a ponadto – przez te siedem tysięcy lat  ludzie jedli zupełnie inne produkty z mąki glutenowej, ponieważ uprawiali  zupełnie inne odmiany zbóż niz te, z którymi mamy do czynienia obecnie.

Józef Słonecki, „Zdrowie na własne życzenie”, Strzelce Opolskie 2011, t. 1, s. 219-220.

Słonecki wymienia różne skutki nietolerancji glutenu, o którą podejrzewa nawet 50% populacji. Celiakia dotyczy ponoć tylko 1% ludzi, reszta niepożądanych reakcji przebiega w sposób mniej oczywisty na zewnątrz, wewnątrz organizmu natomiast objawia się na przykład autoagresją układu odpornościowego (zwalczaniem własnych komórek). Gluten przenikający przez nieszczelne jelita do krwiobiegu powoduje także różne reakcje łatwiejsze do zaobserwowania, m.in. stany zapalne i choroby skóry (organizm próbuje pozbyć się tej toksycznej lektyny – pojawia się wysypka, AZS, łuszczyca itp.).

Skąd wobec tego w naszej diecie tyle glutenu, skoro podejrzewa się go o powodowanie wielkiego spustoszenia w naszym organizmie? (I dlaczego wciąż piramidy zdrowego odżywiania opierają się na zbożach???).

pszenica_02

Schizofrenia a pszenica

Sięgam po Udo Pollmera.

Pytanie pozostaje bez odpowiedzi: co skłoniło naszych przodków do zmiany wydajnego zbierania żołędzi, gdy mogli uzyskać plony ok. 70 kwintali z hektara, które mogli zebrać w czasie 40 godzin pracy, na trudna uprawę traw?

Udo Pollmer, „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia”, Warszawa 2010, s. 179.

Pollmer wysuwa hipotezę, że musiał to być głód. W dodatku zmiana sposobu żywienia spowodowała spore problemy zdrowotne ludzi:

Prehistoryczne znaleziska pokazują, że długość życia plemion, które zaczęły zmieniać dietę na zbożową, znacznie spadła. Odnotowano większą śmiertelność dzieci, wady kości spowodowane nieprawidłowym odżywianiem oraz przypadki śmierci spowodowane obrażeniami, będącymi skutkiem wojen. Wiele setek lat minęło, zanim człowiek podniósł się po tym szoku żywieniowym i na tyle udoskonalił techniki uprawy i obróbki zboża, że może pozostać zdrowy, spożywając taki pokarm. Jesteśmy potomkami tych, którzy przetrwali, ponieważ potrafili się dostosować. (s. 179).

Jednak modyfikacja genetyczna zbóż spowodowała, że nasze przystosowanie do spożywania traw znowu okazuje się bezużyteczne. Mimo to chleb jest naszym pokarmem powszednim i często nie wyobrażamy sobie dnia bez produktów mącznych. Ciekawy aspekt łaknienia pszenicy Udo Pollmer naświetla przy okazji pisania o egzorfinach:

Egzorfina z białek pszenicy okazuje się nawet sto razy mocniejsza niż sama morfina. Teraz już wiemy, dlaczego bułeczki i ciasta z jasnej mąki mogą powodować zaparcia. Egzorfiny „uspokajają”  jelito.

Egzorfiny mogą także dostarczyć wyjaśnienia pewnej dawnej obserwacji: stan wielu schizofreników może się polepszyć, jeśli wykreślą oni ze swojego jadłospisu pszenicę. Kiedy powrócą do pszenicy, powraca schizofrenia. (s. 275).

Tę obserwację o schizofrenikach przytacza także Słonecki.

Pszenica? Dziękuję

Nie mam pewności, czy w moim wypadku winę za problemy gastryczne ponosi po prostu dzisiejsza pszenica, czy sam gluten. Faktem jest, że z diety musiałam wyrzucić już żyto. Orkisz i samopsza w moim wypadku nie przyczyniają się do tak dużych problemów, więc zostaną w menu. Na razie.

Kolejna książka do przeczytania? „Dieta bez pszenicy” Williama Davisa. A już myślałam, że porzucę poradniki na jakiś czas…

14 XI2013

Dieta – faza 3. Witaj, orzechu nerkowca!

by joanna

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem wprowadzania zmian w moim menu. To wszystko zasługa testu MRT, którym sprawdziłam moją nadwrażliwość na pokarmy.

Pięć faz diety (dla karmiącej mamy – faza pierwsza od razu łączy się z drugą, a nawet częściowo trzecią) układa komputer na podstawie wyniku. Zaczyna się od pokarmów najmniej reaktywnych. W moim wypadku komputer zaproponował np. takie białka, skrobie i warzywa:

dieta_leap

Bez rozmowy z dr Partyką nie wiedziałabym pewnie, że niektóre z tych „bezpiecznych” pokarmów powinnam odstawić, niektóre zaś produkty pokrewne mogę włączyć. (np. sum – mam źródło hodowlanego suma, bezpieczniejszego od dzikiej soli z zanieczyszczonych wód). Żebym mogła jeść jakieś pieczywo, orkisz wskoczył do fazy pierwszej. Soja uczula S., więc na razie nie ma o niej mowy. Gruszka jest pokrewna jabłku, którego nie mogę. Ciemne owoce zawierają kwas benzoesowy, który mi bardzo szkodzi. Papryka jest pokrewna bakłażanowi, który wyszedł mi nadzwyczaj reaktywnie (i jest podejrzany o powodowanie bólów stawów). Po odstawieniu papryki od kilku dni czuję poprawę, choć tak naprawdę powinnam porzucić wszelkie psiankowate (pomidory, ziemniaki). I tak dalej, i tak dalej…

Robi się z tego prawdziwa łamigłówka, prawda? A do tego jeszcze muszę coś jeść i być syta, bo ciągle karmię!

Najtrudniejsze było…

Choć wydawałoby się, że lista pokarmów, których nie powinnam jeść, jest nieduża, to jednak zrezygnowanie z niektórych jest uciążliwe. Choćby z czosnku czy pieprzu. Przekonałam się też o tym, że naprawdę mi trudno najeść się na śniadanie, jeśli nie mogę zjeść kanapki z wędliną (nie mogę jeść wieprzowiny). Zostały jajka, niektóre rybki z puszki i pasty kanapkowe (wędlina drobiowa mnie nie nęci). Z jajkami i rybami wolę nie przesadzać. Z past chwilowo mogę fasolową i humus (cieciorka jest krewną groszku). Pyszna pasta paprykowa odeszła w zapomnienie. Trudno mi się najeść, oj trudno.

fasola_biala

Z tego zaraz będzie pasta fasolowa!

Największe wyzwanie

To uzależnienie od domowego chleba. Nie mam szans kupować regularnie takiego pieczywa, jakie wolno mi jeść (orkiszowe, na orkiszowym zakwasie, bez drożdży, z konkretnymi ziarnami). I tak dla urozmaicenia włączyłam samopszę. Pszenica dopiero w czwartej fazie (ech, te dobre makarony i spaghetti mojego męża!).

Trudno też w kółko jeść to samo. Na szczęście trzecia faza oznacza m.in. soczewicę i kurczaka. I orzechy nerkowca, które kocham najbardziej na świecie.

Odkrycie po latach

Pestki dyni! Choć moi chłopcy z dynią są na bakier, ja konsumuję pestki i cieszę się jak dziecko.

Od lat nie jadłam też białej fasoli.

Efekty diety – co widać?

Przede wszystkim pryszcze. Organizm wywala z siebie śmieci za pomocą pryszczy – na zdrowie. Jakoś przeżyję. Szkoda, że są z serii bolesnych i akurat lubią pojawiać się na twarzy. Ratuję się maseczkami z żółtej glinki Illite.

Bardzo pogorszyło się nawilżenie mojej skóry, przede wszystkim twarzy i rąk. To oczywiście może być związane z porą roku.

Znowu schudłam, ale to chwilowe – po prostu muszę wypracować sycące posiłki.

Efekty – co słychać?

Wszystko gra i tańczy, mogłabym odpowiedzieć. Po chwilowym kryzysie (ból głowy, senność, straszny katar, zapalenie spojówek) i mimo nieustannego głodu czuję się znakomicie. Pamiętam, jak w trakcie poprzedniej detoksykacji cierpiałam tydzień, a potem po prostu było coraz lepiej. Chociaż kilka dni temu odstawiłam kawę (dieta przeciwmigrenowa), jestem ciągle niewyspana (wiadomo, roczne dziecko na cycu) i zawalona robotą (redaktorską, korektorską oraz organizacyjną – Trzeci Bielański Jarmark Rodzinny), uważam, że moja kondycja jest naprawdę niezła. Może to tylko adrenalina mnie napędza, bo spoczywa na mnie duża odpowiedzialność za organizację wydarzenia, a może efekt diety wyciszającej mój układ odpornościowy, który wreszcie nie musi zwalczać niepożądanych reakcji dietozależnych?

Odstępstwa

Tak naprawdę poczyniłam tylko jedno „wykroczenie”. Oliwki z fazy czwartej włączyłam wczoraj, ponieważ od początku mogę spożywać oliwę z oliwek. Stosuję też syrop z agawy, a to dlatego, że moje batony bez karobu są dla mnie trochę za smutne. Skoro jednak mogę jeść inulinę (patrz niżej), to syrop z agawy uważam za rozgrzeszony.

Wspomaganie

Za radą dietetyczki wspomagam się trzema produktami:

  • tranem firmy Kirkman (drogi, ale podobno najlepszy – bez żadnych domieszek ani śladowych ilości np. alergenów); chodzi o kwasy omega-3,
  • olejem z ogórecznika (także jest drogi, pomaga na cerę); zawiera kwasy GLA,
  • inuliną (naturalny prebiotyk z agawy); przeczysza, więc dawkuję ostrożnie.

Nie lubię suplementów diety, ale te akurat są zbliżone do naturalnych źródeł witamin i innych potrzebnych związków.

tran_olej_inulina

Przede mną zakup wspomagania ogólnego dla karmiących oraz chelatu cynku. Chwilowo po prostu nie miałam kasy.

Za mniej więcej tydzień przejście na wyższy poziom. Mam nadzieję, że będę się czuła jeszcze lepiej!

Przeczytaj także: Test MRT – podsumowanie

11 XI2013

Fenyloetyloamina – sprawczyni niejednej migreny?

by joanna

Tak to już jest: coś, co nasz organizm produkuje samodzielnie, aby działać sprawnie, przyjmowane w postaci pokarmu może nieźle namieszać w homeostazie. Każdy z nas jest inny i różnie reagujemy na wszelakie składniki pożywienia. Jednym szkodzi marchewka, a innym jabłko (ale wszystkim szkodzi cukier, naprawdę!). Mnie być może szkodzi fenyloetyloamina – podejrzana o wywoływania moich paskudnych migren.

fenyloetyloamina

Czym jest fenyloetyloamina? Wiadomości na stronie Wikipedii są dosyć skąpe, jeśli chodzi o interesujące mnie podejście do tematu. Oprócz właściwości chemicznych opisano tam prawdopodobne właściwości tej aminy, naturalnie występującej w naszym mózgu:

  • jest neuroprzekaźnikiem (przenosi sygnały między komórkami nerwowymi),
  • spożywana z pokarmem być może ma działanie psychoaktywne,
  • wydziela się naturalnie podczas wysiłku i być może jest odpowiedzialna za euforię związaną z aktywnością fizyczną (tzw. euforia biegacza – większa odporność na ból, mniejsze zmęczenie),
  • jej zwiększony poziom stwierdzono u osób zakochanych,
  • „na bazie fenyloetyloaminy otrzymano wiele syntetycznych substancji psychoaktywnych. Najbardziej znane to amfetamina, MDMA i metamfetamina”.

Sporo wątpliwości budzi ten związek organiczny, który, pochłaniany z pokarmem, wydaje się dostarczać naszemu organizmowi dawkę przyjemności, mimo że w układzie pokarmowym dość szybko ulega rozkładowi przez enzym MAO-B.

Według badań wysoki poziom fenyloetyloaminy (PEA) powoduje powstawanie dopaminy, wpływającej z kolei na produkcję oksytocyny. Każda z tych cząsteczek ma swoje zadanie jako neuroprzekaźnik, w odpowiednich warunkach dzięki nim odczuwamy przyjemne pobudzenie, przywiązanie i inne pozytywne emocje.

Oprócz wspaniałych właściwości pobudzających fenyloetyloamina ma prawdopodobnie działanie szkodliwe na nasze zdrowie, w tym (jak przeczytałam w materiałach Programu LEAP) powodowanie migren, nudności, uderzeń gorąca, nadmiernego pocenia się, nad- i niedociśnienia.

Migreny i niskie ciśnienie – to ja.

czekolada_FT

Czekolada

Fenyloetyloamina występuje między innymi w kakao – ale nie tym naturalnym, tylko tym, które przetworzono do spożycia, czyli m.in. poddano fermentacji. Pisze o tym m.in. Udo Pollmer:

W czasie każdej fermentacji powstają tzw. aminy biogenne. Najbardziej znaną aminą w kakao jest fenyloetyloamina, której w stugramowej tabliczce czekolady jest ok. 0,7 g. Fenyloetyloaminę zwykle produkuje sam organizm, w działaniu podobna jest do serotoniny, podnosi nastrój i pozytywnie wpływa na równowagę psychiczną. (s. 281)

Jak podkreśla jednak Pollmer, to nie dlatego tak kochamy czekoladę, zwłaszcza mleczną. O to uzależnienie autor „Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia” obwinia opiaty, powstające podczas produkcji czekolady właśnie z fenyloetyloaminy.

By z kakao i cukru uzyskać czekoladę, masa przetrzymywana jest przez kilka godzin w cieple. Ten proces – decydujący o jakości wyrobu – nazywa się mieszaniem mas. Panują wówczas idealne warunki dla wcześniej wspomnianej „biogennej aminy” do tworzenia opiatów.
Ten proces może być wzmożony przez proszek mleczny. Tabliczka czekolady zawiera więcej białka niż szklanka mleka, wśród tych białek znajdziemy oczywiście naturalne egzorfiny. (s. 281-282)

Wśród substancji psychoaktywnych w czekoladzie znajdziemy też np. pobudzającą teobrominę. Oczywiście, nie jest tak, że czekolada to tylko otumaniacz  i polepszacz nastroju – już pisałam o tym, że prawdziwa czekolada, bezmleczna, ma w sobie np. sporo antyoksydantów i niewielka ilość kakao dziennie może być traktowane jak lekarstwo.

Nie tylko PEA

W materiałach, które dostałam w związku z testem MRT, opisano fenyloetyloaminę jako związek występujący w kiszonej kapuście, serach dojrzewających, ekstraktach drożdżowych, winie i piwie. Aby być bardziej precyzyjnym, należałoby jednak uściślić, że chodzi o pochodną PEA, również migrenogenną tyraminę (występowanie: sery żółte i pleśniowe, czerwone mięso, wino, cytrusy, sos sojowy, mocna kawa i herbata, ryby marynowane).

Inne składniki naszych pokarmów podejrzane o powodowanie bólów głowy to:

  • histamina (piwo, ryby, wino, sery dojrzewające),
  • fenole (występują w roślinach, być może osoby ze skłonnościami do migren mają problem z ich rozkładem w organizmie),
  • dodatki do żywności.

Inne naturalne źródła PEA

Najbardziej naturalnym źródłem – jak już wspomniałam – jest nasz organizm. Co ciekawe (i straszne), na Zachodzie popularne są suplementy diety zawierające fenyloetyloaminę – dla tych, którym nie chce się ćwiczyć czy iść na spacer. Na stronie Fundacji Livestrong znajdziemy listę pokarmów dostarczających tę aminę w mniej sztuczny sposób. Pierwsza jest oczywiście czekolada i wszystkie produkty zawierające ziarna kakaowca.

Kolejnym źródłem – choć niebezpośrednim – PEA są rośliny wysokobiałkowe: m.in. soja, soczewica, orzeszki ziemne, migdały, ciecierzyca, nasiona sezamu i lnu. Zawierają dużo fenyloalaniny, z której nasz organizm wytwarza sobie fenyloetyloaminę (moim zdaniem to znacznie bezpieczniejsze źródło, ponieważ to nasz organizm decyduje, ile PEA wyprodukuje). Fenyloalanina znajduje się także w mięsie (wołowinie, wieprzowinie, rybach), owocach morza oraz mleku, w tym oczywiście ludzkim.

Migrena

Migrenowe bóle głowy to jedna z tych uciążliwych dolegliwości, której przyczyny są prawdopodobnie niezwykle złożone i niejednoznaczne. Jedną z prawdopodobnych przyczyn są zaburzenia poziomu neuroprzekaźników (np. serotoniny), co powoduje stan zapalny, rozszerzenie się naczyń krwionośnych i ucisk nerwów (który właśnie powoduje ten straszny ból).

Nie ma jednego sposobu na uniknięcie jednostronnych bólów głowy – osoby podatne na migreny, takie jak ja, często łączą napady bólu z cyklem hormonalnym, pogodą (ciśnieniem, opadami deszczu, duchotą przed burzą), a także zmęczeniem, stresem, problemami z kręgosłupem, nieodpowiednim odżywianiem (w tym dostarczeniu sobie zbyt małej ilości pożywienia i wody przy większym wysiłku). Ktokolwiek przeżył choć raz napad migreny, ten wie, że jest to koszmar odbierający wszelką radość i wyłączający człowieka z życia na kilka godzin – do kilku dni.

Oczywiście, są sposoby farmakologiczne na blokowanie objawów migreny, a także zapobieganie jej atakom. Zazwyczaj nieskuteczne. Ponieważ cierpię na napady bólów głowy od kilkunastu lat, szukałam różnych sposobów na nie i przerabiałam kilka rodzajów leków, takich jak divascan czy coffecorn, a także homeopatię i leki antropozoficzne. Leki na receptę wywoływały u mnie dziwne stany euforyczne, ale niekoniecznie pomagały na głowę. Tak jak homeopatię cenię i czasem stosuję, tak w tym wypadku efekty były nieoczekiwanie złe (wymioty). Ciąże i laktacja ograniczyły mi możliwości brania leków przeciwbólowych do paracetamolu – bywa za słaby…

Żegnaj, kakao?

Jeśli to prawda, że w moim wypadku choć częściowo winna jest fenyloetyloamina i inne związki pozyskiwane z pokarmów (a dokładnie – nieodpowiednie rozkładanie tych związków w układzie pokarmowym, np. niedobór wymienionego wcześniej enzymu MAO, czyli nietolerancja pokarmowa tych związków pokarmowych), miałabym klucz do ograniczenia napadów migren. Co oznacza, że muszę zrezygnować z pewnych produktów spożywczych. Patrząc na listę najbardziej podejrzanych produktów, można by stwierdzić, że w takim razie nie należy jeść niczego…

Do produktów najczęściej wymienianych i najczęściej badanych pod kątem wywoływania migren należą:

  • pszenica,
  • pomarańcze,
  • jajka,
  • kawa,
  • herbata,
  • czekolada,
  • mleko,
  • sery pleśniowe,
  • wołowina,
  • kukurydza,
  • trzcina cukrowa,
  • drożdże.

Zaczynam od definitywnego odstawienia: kawy, mocnej herbaty, czekolady i kukurydzy, bo od dawna nie jem już mleka, wołowiny, cukru i drożdży. Pszenicę zostawiam w postaci samopszy i orkiszu, a pomarańcze jem tak rzadko, że chyba ich nie skreślę.

W domu nie mam ani jednej pastylki środka przeciwbólowego. Sprawdzę, ile czasu nie będę miała migreny (ostatni raz zdarzył mi się 10 dni temu). Czas start.

Przeczytaj: 2 miesiące bez migreny. Podejrzany to…

Słowniczek (za Wiki i nie tylko)

  • fenyloetyloamina (2-fenyloetyloamina, fenetylamina, PEA) – organiczny związek chemiczny, amina o silnym działaniu biologicznym. Występuje w ludzkim mózgu, przypuszcza się, że może pełnić rolę neuroprzekaźnika. Wiele pochodnych fenyloetyloaminy ma silne działanie psychoaktywne – psychodeliczne, stymulujące lub empatogenne, ale najczęściej wszystkie te efekty z przewagą jednego, co decyduje o klasyfikacji efektów. Pochodne fenyloetyloaminy nazywa się wspólnie fenetylaminami. Fenetylaminy występują w naturze jako hormony, neuroprzekaźniki oraz jako alkaloidy.
  • tyramina (4-hydroksyfenyloetyloamina) – organiczny związek chemiczny, biogenna amina, będąca hydroksylową pochodną fenyloetyloaminy. Występuje obficie w pokarmach pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Najwięcej znajduje się w serach twardych, czekoladzie, śledziach, mięsie czerwonym, niektórych ekstraktach mięsnych.
  • histamina – organiczny związek chemiczny, heterocykliczna amina będąca pochodną imidazolu. Histamina występuje naturalnie w organizmie ludzkim, pełni funkcję mediatora procesów zapalnych, neuroprzekaźnika oraz pobudza wydzielanie kwasu żołądkowego.
  • endorfiny – grupa hormonów peptydowych, wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie oraz generalnie wywołują wszelkie inne stany euforyczne (tzw. hormony szczęścia). Tłumią odczuwanie drętwienia i bólu. Są endogennymi opioidami.
  • egzorfiny – związki chemiczne, w budowie bardzo podobne do produktów naszego własnego organizmu zwanych endorfinami, występują m.in. w pszenicy, mleku, jęczmieniu, kukurydzy (źródło).
  • dopamina – organiczny związek chemiczny z grupy katecholamin. Ważny neuroprzekaźnik syntezowany i uwalniany przez dopaminergiczne neurony ośrodkowego układu nerwowego.
  • oksytocyna – cykliczny hormon peptydowy złożony z 9 aminokwasów (nonapeptyd), neuroprzekaźnik, uwalnia się okresowo, dobrze rozpuszczalny w wodzie. U ssaków, w zależności od ich samopoczucia, napędza uległość, ufność, zazdrość, szczodrość, protekcjonizm czy współpracę.
01 XI2013

Pasta paprykowa – przepis

by joanna

pasta_paprykowa_2

Potrzeba matką wynalazku, oj tak. Jeszcze przed podjęciem diety postanowiłam rozszerzyć mój repertuar smarowideł kanapkowych, żeby nie jeść ciągle humusu i wędlin. Teraz, gdy już wiem, że wieprzowina mi szkodzi (a dobra wędlina drobiowa odstrasza ceną), nie mam wyboru: nadszedł czas eksperymentów.

Podstawą przepisu jest oczywiście ajwar, ale skoro okazało się, że bakłażana mój organizm nie toleruje, maksymalnie uprościłam wykonanie pasty.

Uwaga – przepis! Pasta paprykowa (wegańska)

Składniki (polecam ekologiczne):

  • 4 ładne czerwone papryki (lub mieszane, np. 2 czerwone, 2 żółte),
  • średnia cebula,
  • oliwa z oliwek,
  • sól,
  • szczypta przypraw: chili, kurkuma, kmin rzymski, nasiona kolendry.

Papryki należy upiec w całości – około 45 min w temp. 180°C – aby zmiękły i dały się obrać ze skórki. W tym czasie kroimy cebulę w kostkę i podsmażamy ją na oliwie, aby zmiękła. Po wyjęciu papryk z piekarnika czekamy chwilę, aż ostygną, wykrawamy gniazda nasienne i usuwamy skórkę, wrzucamy razem z cebulą do głębokiej miski (żeby nie chlapało przy miksowaniu). W moździerzu ucieramy przyprawy, dosypujemy do warzyw. Całość miksujemy blenderem według uznania: na gładką masę albo z wyczuwalnymi kawałkami cebuli.

Pastę przekładamy do słoiczka i trzymamy w lodówce. Świetnie nadaje się na kanapkę, choć pewnie sprawdzi się również jako sos do makaronu.

Smacznego!

UWAGA: Jeśli ktoś może i lubi jeść bakłażany, nie ma przeszkód, aby dołączyć go do składu. Pieczemy wówczas bakłażana, którego wcześniej ponacinaliśmy wzdłuż i wszerz, razem z papryką, aż będzie miękki. Jego również obieramy ze skórki. Miksujemy z resztą składników.

pasta_paprykowa

Trzeci dzień diety

W żołnierskich słowach wieści ze frontu.

Skutki odstawienia pokarmów, które mi szkodziły, to przede wszystkim pogorszenie się wyglądu mojej cery. Wylazły mi pryszcze – mam nadzieję, że to detoks, a nie trądzik, hehe. Poza tym dziś bolała mnie głowa. Ciągle jestem śpiąca i… głodna. Stawy bolą jakby mniej, ale to może być sugestia. Problemy jelitowe pojawiają się ze zmiennym nasileniem. Zmniejszyłam dawkę inuliny o 1/4 i już nie przeczyszcza.

W tej fazie ze zbóż glutenowych mogę jeść tylko orkisz. Pożegnałam mój zakwas żytni, teraz w kuchni rządzi zakwas orkiszowy. Myślę jednak nad tym, aby ograniczyć ilość pieczywa na zakwasie (fermentacja) i przerzucić się na jakiś czas na podpłomyki. Pierwsze już zrobiłam i były rewelacyjne – zjadłam szybciej, niż wyciągnęłam aparat…

Plan: kupić jasną mąkę orkiszową (żeby nie martwić się o fityniany) i zrobić zapas podpłomyków.

30 X2013

Do diety gotowa – start!

by joanna

Choć minął już tydzień od rozmowy z dietetykiem na temat mojej diety, jej wdrożenie właśnie się zaczyna. Poprzednie doświadczenie podjęciem takiego wyzwania, jakim jest wyeliminowanie pewnych produktów spożywczych i wprowadzenie nowych, dało mi sporą wiedzę, jak przeprowadzić rewolucję w odżywianiu. Już wiem, że:

  • nie da się tego zrobić z dnia na dzień: trzeba się oswoić ze zmianami, zjeść zapasy z lodówki, zrobić nowe zakupy, przeczytać na spokojnie zalecenia,
  • trzeba poinformować bliskich o zmianie sposobu odżywiania (aby motywowali i nie kusili niezdrowymi produktami),
  • należy potraktować zmianę serio, przestrzegać zaleceń tyle czasu, ile czasu zajmie nam wdrożenie się do nowego stylu odżywiania; myślę, że potem wcale nie będziemy chcieli rezygnować z osiągniętej poprawy,
  • trzeba przygotować się na robienie zapasów, żeby mieć w domu zawsze bazę na kilka posiłków, zwłaszcza w momentach kryzysowych (napady głodu),
  • pewne sprawy okażą się trudne, ale tylko na początku; opanowanie nowych zasad odżywiania jest łatwiejsze, kiedy na początku będziemy ściśle się do nich stosować,
  • najtrudniejsze może okazać się żywienie poza domem; trzeba przyzwyczaić się do gotowania w domu potraw od zera, noszenia ze sobą własnego pożywienia oraz gotowania na wyjazdach; restauracje i stołówki raczej omijamy, często konieczne okazuje się pieczenie własnego chleba i zrezygnowanie z innych gotowych produktów,
  • zmiana odżywiania nie powinna być motywowana chęcią zrzucenia kilogramów – dlatego odrzucamy precz wszelkie tabele z kaloriami, jemy tyle, ile chcemy – ważne, CO jemy i pijemy (dużo wody np. z cytryną).

Da się!

Zmianę naszego menu zaczęłam w lutym tego roku (pierwszy wpis na blogu!) razem z J., po wykonaniu u niego testu na opóźnione alergie pokarmowe.

To było wyzwanie – luty nie jest miesiącem najbardziej różnorodnej oferty świeżych i lokalnych produktów. A akurat te najbardziej oczywiste (np. jabłka, buraki) odpadły nam z diety! Okazało się zresztą, że ja i mój starszy syn mamy momentami zbliżone wyniki testu MRT (jabłko, kiwi, burak, wysoka pozycja melona). Wynik J.:

mrt_j_1

Dla porównania mój wynik owocowo-warzywny:

mrt_JB_1

Program LEAP (Lifestyle, Eating And Performance) opiera się między innymi na zmianie nawyków żywieniowych pod okiem dietetyka. Nowy sposób odżywiania wprowadza się przez 27 dni – zaczynając od posiłków z produktów, które wyszły w teście najniżej (i tylko z tych produktów). Przy czym sam test, jak już pisałam, nie daje pełnej odpowiedzi. Na przykład mój wynik, w którym kwas benzoesowy jest wysoce reaktywny (u J. było to samo), eliminuje z mojej diety ciemne owoce, takie jak śliwki, maliny, jagody – przynajmniej na razie. Benzoesan znajduje się także w herbacie, a więc – mogę pić mało i słabą (choć w wyniku herbata wyszła OK).

mrt_ja_2

Jak widać, na żółto wyszło czerwone mięso, żyto, kukurydza oraz m.in. czosnek. Tuż pod czosnkiem znajduje się pieprz – ze względu na moje bóle stawów mam go odstawić (mogę zastąpić pieprzem seczuańskim).

Ważna jest fenyloetyloamina, podejrzana jako sprawca moich bólów głowy. Podobnie wszystkie produkty, które były poddane fermentacji. Niestety, zakwas chlebowy także jest sfermentowany… Ale ważniejsze tu są drożdże piekarskie:

mrt_ja_3

27 dni, 5 faz

Zwykle program wprowadzenia diety opiera się na pięciu częściach – każda faza to wprowadzanie kolejnych produktów. W wypadku dzieci (takich jak J.) włącza się od razu pokarmy z dwóch pierwszych faz, a dietetyk decyduje dodatkowo, co jeszcze można jeść od razu. Ja, jako matka karmiąca, mogę już jeść całkiem dużo. Poniżej mój indywidualnie zaplanowany rozkład włączania pokarmów:

Faza 1 i 2:

  • sola,
  • sum (niebadany, ale sprawdzony w praktyce – nie szkodzi),
  • dorsz,
  • krab (marzę o krabie, hehe),
  • makrela,
  • indyk,
  • jajko,
  • karp,
  • soja,
  • tuńczyk (nie za dużo ze względu na metale ciężkie),
  • baranina/jagnięcina,
  • królik,
  • kasza jaglana,
  • słodki ziemniak,
  • ryż,
  • owies,
  • orkisz,
  • ziemniak (solanina, która występuje w bakłażanie – obserwować!),
  • gryka,
  • kapusta,
  • dynia (pestki!),
  • kabaczek,
  • papryka (każda – ale uwaga, psiankowate – może być powiązana z bakłażanem),
  • pieczarki (ostrożnie),
  • sałata,
  • fasola jaś,
  • kalafior,
  • pomidor (psiankowate),
  • szparagi (to sobie poczekam na nie!),
  • groszek zielony,
  • cieciorka,
  • por,
  • cebula,
  • fasolka szparagowa,
  • brokuły,
  • cukinia,
  • marchew,
  • seler,
  • pietruszka,
  • gruszka (skreślam, związana z jabłkami),
  • figa,
  • awokado,
  • brzoskwinia,
  • cytryna,
  • grejpfrut,
  • morela,
  • papaja,
  • melon,
  • ananas,
  • truskawki,
  • pomarańcza,
  • herbata (słaba),
  • kawa (mało),
  • masło klarowane,
  • migdały,
  • orzechy laskowe (wyłączam, bo karmię),
  • soja (jak wyżej),
  • sezam,
  • ziele angielskie,
  • bazylia,
  • liść laurowy,
  • orzech kokosowy,
  • miód (wyłączam, nie lubię i nie jem cukru),
  • cukier buraczany i trzcinowy (jw.),
  • mięta,
  • koper,
  • musztarda,
  • sezam,
  • wanilia,
  • imbir,
  • kurkuma,
  • oregano.

Faza 3 (od 13. dnia):

  • śledź,
  • kurczak,
  • soczewica,
  • kakao,
  • orzechy nerkowca,
  • słonecznik.

Faza 4 (od 18. dnia):

  • pstrąg,
  • małż (już pędzę jeść małże!),
  • homar (jw.),
  • jęczmień,
  • pszenica,
  • ogórek,
  • oliwki,
  • banan,
  • mango,
  • pistacja.

Faza 5 (od 23. dnia):

  • krewetki,
  • fasola czerwona,
  • kaczka.

Moje dywagacje na temat przejścia na weganizm chwilowo zostają zawieszone: fakt, że szkodzi mi czerwone mięso, wcale mnie nie zmartwił, ale póki nastawiam się na oczyszczenie organizmu z toksyn, nie będę jeszcze bardziej ograniczać listy produktów. A w tej chwili bezwzględnie zakazane są te pokarmy:

  • czarna jagoda, śliwka, żurawina, malina, wiśnia, cynamon, goździki – kwas benzoesowy (wyłączone na kilka miesięcy),
  • kiwi, arbuz, melon kantalupa, jabłka, winogrona,
  • żyto, kukurydza,
  • bakłażan (pokrewne: ziemniak, pomidor, papryka – zobaczymy…), szpinak,
  • orzech ziemny, orzech włoski,
  • wieprzowina, wołowina,
  • muszkatoł, mak, czosnek, pieprz czarny,
  • nabiał – wszystko, co z mleka,
  • drożdże mix (winne, piekarskie, piwne), sardynka, łosoś.

Niby niedużo, ale jak bardzo uprzykrza życie wyłączenie drożdży, przekonałam się już w lutym. Dopytanie o skład chleba i bułek spowodowało nasz rodzinny bojkot piekarenki koło domu (i wkrótce splajtowała… mam nadzieję, że nie przez nas, hehe). Zadawanie pytania wszędzie poza domem: a z czego to jest zrobione, czy na pewno nie ma drożdży? – nawet nam się znudziło. Znaleźliśmy idealny chleb na zakwasie, bez drożdży u ulepszaczy, blisko domu i… właśnie się okazało, że muszę przestać jeść żyto. Poszukiwany chleb pszenny/orkiszowy na zakwasie, bez drożdży, bez dodatków – ktokolwiek widział… Ponieważ w okolicy domu nie znalazłam jeszcze piekarni z taką ofertą, piekę sobie sama pieczywo orkiszowe, na zakwasie orkiszowym. Kto wie, może wychodzę na tym najlepiej?

chleb_orkiszowy

 

Dodatkowe zalecenia

Oprócz menu dostałam zalecenia, jak wzmocnić swój organizm (zostałam obejrzana pod kątem wchłaniania mikro- i makroelementów, mam podobno ich niedobór, zwłaszcza cynku). W dodatku jestem karmiąca, więc wszystko dobre oddaję S.

Na skórę (która już – prawdopodobnie pod wpływem uruchomienia detoksykacji – zaczyna wyglądać gorzej, wylazły pryszcze) powinnam brać coś, co dostarczy mi GLA – kwas gamma-linolenowy. Wybrałam olej z ogórecznika – pitny, ponieważ kapsułki zawierają żelatynę, a żelatyna zwykle jest robiona z wieprzowiny… Będziemy pić wszyscy.

Na wzmocnienie oraz dostarczenie kwasów omega-3, witaminy D3 (już jesień), A, E, DHA i EPA  – tran, dr Partyka poleciła firmę Kirkman – zamówiłam, zobaczymy, z czym to się je.

Na niedobory -witaminy dla karmiących + chelat cynku – (jeszcze nie zamówiłam).

Na wchłanianie – naturalny prebiotyk – inulina (węglowodany pozyskiwane z agawy), którą zaczęłam już stosować i musiałam odstawić. Strasznie mnie przeczyszcza. Może spróbuję z jakąś maleńką dawką.

Dr Partyka poleciła także mleko klaczy (J. też miał pić), ale trochę przeraża mnie jego cena. I w ogóle do mleka mam stosunek podejrzliwy. Może kiedyś się przełamię.

3, 2, 1… start!

Przede mną miesiąc obserwacji. Zaczynam od dziś. Większość rzeczy do jedzenia już mam, teraz muszę wymyślić jakąś fajną pastę do kanapek – z fasoli, mam już opracowane pasty z papryki oraz z soczewicy. Spodziewajcie się przepisów – nic tak nie motywuje do odkryć kulinarnych, jak ograniczenia w diecie!

23 X2013

Do diety gotowi… Aby bez falstartu!

by joanna

Wczoraj miałam pierwszą konsultację z dietetykiem na temat moich wyników testu MRT. Dlaczego tak ważne jest, aby nie sugerować się samymi słupkami poziomu reaktywności pokarmów i skonsultować je z doświadczonym lekarzem? Dlaczego – w końcu znacie mnie już trochę – oddałam się w ręce białego fartucha – zapytacie.

Po pierwsze, aby prawidłowo odczytać wyniki testu MRT, potrzebna jest wiedza kogoś, kto zna się na odżywianiu, składnikach pokarmowych oraz oczywiście na samym teście. Po drugie, w wypadku naszego starszego syna udało się zmniejszyć objawy AZS dzięki programowi LEAP. Co więcej, sama przeszłam na dietę z synem i odczułam zmianę na własnej skórze. Spektakularną. Ale ciągle za małą.

Test MRT (o czym przeczytacie dokładniej na stronie programu LEAP) pozwala wykryć część opóźnionych reakcji naszego organizmu na pokarmy z dokładnością prawie 95%. Nie do końca wiadomo, dlaczego pewne produkty nam szkodzą (niektórzy oczywiście twierdzą, że wiedzą – bo geny, bo grupa krwi, bo białko odzwierzęce itp.). Niektóre reakcje są związane z układem odpornościowym (tzw. IgE-zależne alergie pokarmowe, IgE-niezależne, mieszane IgE i nie-IgE, komórkowe – alergiczne komórkowe zapalenie skóry), niektóre reakcje mają podłoże nieimmunologiczne (metaboliczne, np. brak enzymu trawiącego laktozę, farmakologiczne, toksyczne czy np. reakcja na siarczyny).

Przeczytaj:

Posłużę się artykułem Justyny Jakimiuk, dietetyczki, konsultantki programu LEAP Niekorzystne reakcje na pokarmy – problem dla dietetyka z „Food Forum” 2/2013.

Czym jest alergia?

Istotny jest fakt, że chociaż istnieją doniesienia o stu siedemdziesięciu pokarmach, które wywołują reakcję alergiczną, to jedynie 8 pokarmów odpowiada za 95 proc. tych reakcji. Są to: soja, mleko krowie, orzechy, ryby, niektóre owoce, owoce morza, pszenica i jaja. Diagnozowanie alergii pokarmowych IgE-zależnych, które według ostatnich doniesień dotyka cztery-sześć proc. populacji, należy do stosunkowo łatwych, gdyż reakcja występuje bardzo szybko, po zjedzeniu nawet niewielkiej ilości szkodliwego antygenu pokarmowego.

Czym jest nadwrażliwość pokarmowa?

Mechanizm tych reakcji polega na pobudzaniu przez pokarmy komórek wrodzonego układu odpornościowego do uwalniania mediatorów stanów zapalnych, co prowadzi do powstania ognisk zapalnych w różnych narządach i tkankach, powodując przewlekłe schorzenia i dyskomfort. (…) Ponieważ objawy mogą wystąpić kilka dni po spożyciu, to trudno jest powiązać je z konkretnym pokarmem.

Nie jestem specjalistką, zainteresowanym polecam ten artykuł jako wstęp do tematu. W razie wątpliwości postaram się jednak odpowiadać na pytania, choć zaznaczam, że sama jestem zawsze sceptyczna wobec wszelkich badań naukowych i rozumiem sceptycyzm innych. Ba, ja wręcz zachęcam do wątpienia i szukania odpowiedzi na własną rękę. Obiecuję, że opiszę wszystkie swoje wątpliwości. Jak wspominałam, w wypadku naszego synka sukces nie jest pełny. Ja marzę o pozbyciu się migren i problemów z trawieniem, a że przy okazji odezwały się bóle stawów, których nie udało się wcześniej zdiagnozować, może i tu uda się coś zdziałać.

Ponieważ im więcej czytam o odżywianiu, tym większe mam przekonanie, że od niego sporo zależy, chcę podjąć dietę indywidualnie dopasowaną do mojego wyniku testu. A wyniki wyglądają tak (tylko fragment, bo sporo tego jest):

mrt_JB_1

Po rozmowie z dietetyczką dr Partyką wiem, że głównym podejrzanym jeśli chodzi o moje migreny jest fenyloetylamina, występująca w produktach poddanych fermentacji (drożdże, alkohol, kwaszonki – nawet jeśli niektóre w teście wyszły względnie bezpieczne). Bóle stawów mogą zależeć od bakłażana (i to się nawet zgadza czasowo). Inne problemy to kwestia reakcji np. na żyto, kukurydzę, kwas benzoesowy (zawarty w ciemnych owocach), wieprzowinę i… czosnek. Tak jak podejrzewałam, szkodzi mi nabiał, ale popularne alergeny – jaja, kakao, soja – w moim wypadku są bezpieczne. Z pomidorami dopiero się okaże, bo należą do psiankowatych jak bakłażany i czarny pieprz… Pieprz mam zastąpić pieprzem syczuańskim – uwielbiam nowe wyzwania smakowe! Ale czosnek? Już zapowiedziałam, że wróci do mojej diety prędzej czy później…

Przygotowuję się powoli do rozpoczęcia pięciofazowej diety (27 dni), choć jako matka karmiąca dostałam fory i od razu mogę jeść znacznie więcej niż produkty przewidziane w pierwszej fazie. Zwłaszcza że część potraw jest przeznaczona dla wyjątkowych smakoszy (homar, krab…). I o tym, co będę jeść oraz jakie suplementy mam brać, napiszę następnym razem, kiedy już zgromadzę potrzebne produkty i będę mogła uczciwie powiedzieć, że zaczęłam dietę.

16 X2013

Test MRT – moja kolej!

by joanna

ja_jesien

To ja. Mam 32. lata, dwoje dzieci. Ważę 46,5 kg przy wzroście 156 cm.

Po tym, jak kilka miesięcy temu zbadaliśmy naszego syna na opóźnione alergie pokarmowe testem MRT (Mediator Release Test), życie naszej rodziny bardzo się zmieniło. Być może pamiętacie, ale właśnie od tego testu zaczęli się Organiczni. Wyniki badań J. wprowadziły rewolucję w naszym jadłospisie – tak dużą, że założyłam blog, aby móc poukładać sobie wiedzę, a także zmobilizować się do poszukiwań nowych informacji na temat odżywiania.

Zdaję sobie sprawę, że nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, co jeść, żeby czuć się dobrze i nie szkodzić swojemu organizmowi. Zwłaszcza że pokarm, który jemy w sensie dosłownym, jest jednym z kilku pokarmów, jakich sobie dostarczamy i jakie mają wpływ na nasze samopoczucie. Dieta to nie wszystko, ale nie da się zaprzeczyć jej ogromnemu wpływowi na naszą kondycję – zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Nie znamy wszystkich tajemnic naszego ciała, nie wiemy do końca, dlaczego jedne rzeczy nam szkodzą, a inne pomagają np. w odzyskaniu zdrowia. Jednak jako osoba poszukująca (z założeniem, że mało która odpowiedź jest ostateczna) chcę się przekonać, co wyniknie z testu MRT w moim wypadku.

Jeśli chodzi o naszego starszego syna, zastosowanie diety poskutkowało – choć trwało to kilka miesięcy – prawdopodobnym wyleczeniem stanu zapalnego uszu (zgromadzony płyn) oraz pozbyciem się permanentnego kataru. Atopowe zapalenie skóry pojawia się i znika, jednak kiedy dieta jest ściśle przestrzegana, wygląd skóry synka jest idealny. (Jeśli jesteście ciekawi, jakie są jego zalecenia, zapraszam tu). Zdarzały się też reakcje alergiczne na pokarmy, które test uznał za bezpieczne (banan, gruszka), ponieważ alergia pokarmowa IgE-zależna (natychmiastowa) jest innym rodzajem reakcji niż alergia IgE-niezależna (opóźniona). W wypadku J. alergia objawia się wysiękiem z uszu (podłoże alergiczne potwierdzone przez laryngologa).

Przeczytaj: Czy moje dziecko może mieć alergię pokarmową?

Postanowiłam, że na 32 urodziny zrobię sobie test dla siebie. Chcę wiedzieć, czy dzięki diecie wyeliminuję dolegliwości uprzykrzające mi życie. Do tych najważniejszych należą:

  • migrenowe bóle głowy, trwające kilka dni (bardzo uciążliwe, zwłaszcza gdy jako karmiąca matka mam ograniczone możliwości łykania leków), czasem połączone z wymiotami (widzę pewien związek z jedzeniem jajek),
  • kłopoty z cerą – na twarzy, plecach i dekolcie (pryszcze; podczas laktacji jest ich bardzo mało),
  • nie do końca określone problemy z trawieniem (kiedyś stwierdzono u mnie zespół jelita nadwrażliwego, ale to przecież tylko objaw, nie przyczyna), wzdęcia, bóle brzucha, zgaga (zwłaszcza po pomidorach),
  • bóle stawów prawej dłoni (coś jak reumatyzm),
  • zespół suchego oka,
  • senność, ospałość, problemy z koncentracją.

Zrobienie testu na 150 substancji pokarmowych to dopiero początek. Z wynikami idę do dietetyka (pójdę do tej samej dr Partyki, u której byliśmy z J.) i ustalimy, co dalej – będę przechodzić przez kolejne fazy diety, które polegają na włączaniu kolejnych składników do menu.

Postaram się jak najrzetelniej opisać, przez co będę przechodzić. Po rozpoczęciu diety razem z J. (stosowaliśmy m.in. chlorellę) miałam spadek wagi i kilkutygodniową egzemę, jakby organizm pozbywał się toksyn. Spodziewam się, że teraz objawy oczyszczania będą mocniejsze, bo przecież dieta będzie skrojona na moją miarę.

Szczerze mówiąc, boję się wyników, ale jestem też ich ogromnie ciekawa. Czy rzeczywiście jajka mi szkodzą! I oby nie pomidory…

Więcej na temat testu MRT przeczytacie tu: http://leap.pl/