24 IV2013

Czyimi rękami powstaje masło shea? Opowieść o Ghankach

by joanna

Masło shea już na zawsze będzie mi się kojarzyło z niezwykłą historią afrykańskich kobiet, których ciężka praca trwa od świtu do nocy. Tu znajdziecie wywiad z Katarzyną Wołk na temat WISDAP – organizacji wspierającej kobiety w Ghanie. Przeczytajcie kolejną rozmowę z Kasią, która miała okazję zobaczyć, jak żyją Ghanki z północnej części kraju, pracujące przy zbiorach orzechów shea.

J.B.: Zacznijmy od samych owoców masłosza, drzewa, które zapewnia byt ghańskiej wsi… Czym się charakteryzują?

K.W.: Owoc drzewa masłowego przypomina wielkością i kształtem śliwkę. Drzewa owocują każdego lata na przełomie stycznia i lutego, nasiona dojrzewają w marcu–maju, zbiory trwają od połowy maja do końca czerwca, kończą się na początku lipca. Z jednego drzewa zbiera się przeciętnie 15–20 kg owoców, a z nich uzyskuje się 3–4 kg orzechów. Każda kobieta zbiera tyle, ile może jednorazowo zabrać, niosąc na głowie do domu, czyli wielką michę. Owoce się gotuje, obiera i wyłuskuje orzech, który następnie trzeba wysuszyć.

Owoce się zbiera, nie zrywa. Kobiety wychodzą o świcie w sawannę bez najmniejszego zabezpieczenia. Bose nogi i gołe ręce… a w porze deszczowej w wielu miejscach jest bujna trawa, która kryje niespodzianki w postaci jadowitych węży i skorpionów.

Czy takie ukąszenie może być śmiertelne?

Tak. Jeśli się w określonym czasie nie poda antidotum, leku – zastrzyku – następuje zgon. Niestety… W tym rejonie gatunki węży to te jadowite… One są rzeczywistym zagrożeniem dla zdrowia… i portfela. Dlatego tak bardzo nam zależy na zakupie gumowców, rękawic i zastrzyków (jako leku na ukąszenia) dla naszych zbieraczek. Na razie, z braku finansów, wciąż jest to temat w fazie planów, niestety…

Czyli kobiety ryzykują własnym życiem przy zbieraniu owoców? Czy chociaż mogą sprzedać je za uczciwą cenę?

Ceny dyktują handlarze skupujący orzechy na targu od kobiet. Zaniżają ceny, a kobiety, zdesperowane brakiem możliwości innego zarobku, godzą się na to. Sprzedać za bezcen to bezsens ciężkiej i mozolnej pracy, a i przetworzone masło musi mieć zbyt…

ghana_05

Organizacja WISDAP może zaoferować lepsze warunki skupu?

WISDAP w swoim przetwórstwie do minimum ogranicza pośrednictwo, a co za tym idzie, daje szansę godziwszego zarobku kobietom. Nie kupuje od handlarzy, tylko ma pod opieką ponad tysiąc zbieraczek, od których zakład odbiera orzechy bezpośrednio. Po przetwórstwie może bezpośrednio sprzedawać dystrybutorowi czy firmie kosmetycznej. I takich odbiorców właśnie szukamy… W ten sposób do minimum ograniczamy koszty pośrednie, a to oznacza lepszy, sprawiedliwszy zarobek dla tych, którzy pracują przy zbieraniu i przetwarzaniu orzechów i niższą cenę dla konsumenta.

Nie wszystkie orzechy nadają się do przetworzenia na masło.

Drzewa shea na tym terenie [Yendi] rosną masowo, ale nie wszystkie owocują. Nie wszystkie też są tak samo wartościowe gatunkowo. To trochę jak na przykład z naszymi dziko rosnącymi jabłoniami. Jedne mają smaczniejsze owoce, większe, soczystsze, inne prawie wcale nie owocują i podobnie drzewa masłowe – wielkość, jakość i ilość rodzących przez nie owoców jest bardzo różna. A od jakości orzecha zależy jakość masła. Dlatego zbieraczki w WISDAP przechodzą szkolenia. I podobnie jak niektóre nasze drzewa owocowe, masłosze większy wysyp owoców mają co dwa lata. Jednak dobrze wysuszony orzech, przechowywany w odpowiednich warunkach, zachowuje swoją przydatność bardzo długo, można więc nim handlować i przetwarzać go przez cały rok. W okolicach Yendi jeszcze wiele orzechów się marnuje, nie cały potencjał przyrody jest wykorzystany.

Czy Ghanki wykorzystują masło shea w domu?

Oczywiście! W wielu domach, jeśli nie w każdym. Tak jak u nas dawniej każda wiejska gospodyni wiedziała, jak się robi powidła czy kompoty, tak tam każda gospodyni wie, jak zrobić masło shea. Od swoich matek, babć. Te kobiety w zakładzie to specjalistki, które przyniosły do zakładu swe umiejętności zdobyte w domu. W wielu wiejskich, ghańskich domach, oprócz zastosowania kosmetycznego, czyli do nawilżania skóry (szczególnie w porze suchej) stosuje się masło w kuchni – na przykład jako tłuszcz do sosów, zup. W zakładzie można też zmielić orzechy na własny użytek.

Gdy byłam na wycieczce w jeszcze bardziej wysuniętej na północ części kraju, blisko granicy z Burkina Faso, w jednym z domostw zobaczyłam suszące się na „dziedzińcu” domu orzechy shea. Wzięłam kilka do ręki. Były inne niż te z okolic Yendi – większe, ciemniejsze i podobno z mniejszą zawartością tłuszczu. Dziewczyna, która stała w pobliżu, zaczęła tłumaczyć, do czego te orzechy służą i przyniosła słoik masła shea. Domowej roboty! Nie było jednak tak czyste i ładne jak nasze [śmiech].

A co się dzieje poza sezonem zbioru orzechów? Jak radzą sobie zbieraczki?

Poza sezonem, ale również w czasie sezonu, żyje się z tego, co urodzi ziemia, co się a niej wyhoduje. Ona żywi i pozwala na handel produktami rolniczymi – jam, orzeszki ziemne, kasawa, kukurydza itd., aby zarobić na podstawowe potrzeby rodziny. Naprawdę, bardzo podstawowe….

ghana_03

Jak wygląda życie kobiet na ghańskiej wsi?

Codzienne życie tamtejszych kobiet to nieustająca praca. Nigdy nie widziałam kobiety odpoczywającej. Widziałam mężczyzn grających w gry planszowe koło drogi, leżących beztrosko na jakimś zydelku, widziałam bawiące się dzieci, ale odpoczywającej kobiety – nie. Przy bardzo licznej rodzinie, bez żadnych wygód typu bieżąca woda, pralka, zmywarka… to jest oczywiste. Każda z nich ma tylko dwie ręce, które czerpią wodę, piorą, gotują, sprzątają, pielą w polu, tynkują domy, myją, głaszczą i przytulają dzieci… Jako środek lokomocji mają jedynie własne nogi, kilometrami noszą drzewo, wodę lub plony na targ. I to jest zagadka, że te zapracowane ręce mają czas na gesty powitania, pomoc innym, a te zmęczone nogi siłę i chęć do tańca… One tę swoją pracę wykonują powoli, spooookooojnie, bez nerwów. Nawet nie chodzą szybko, tylko jakby płyną… Tylko że w tym jednostajnym, spowolnionym ruchu są cały dzień… Od bladego świtu. No i nie mają żadnych złodziei czasu w postaci telewizora, komputera [śmiech].

Będąc w Ghanie, sama zwalniam tempo, zatrzymuję się nad tym, co w życiu ważne. Uczę się od tych ludzi na nowo podstawowych wartości, a wszystkie moje problemy stają się sztuczne, błahe i znikają w obliczu tamtych – prawdziwych. Tam staję się lepszym człowiekiem!

Zaciekawiłaś mnie tymi mężczyznami… Czym oni właściwie się zajmują?

No właśnie nigdy nie wiem, jak to określić [śmiech]. Wiadomo, to zależy od człowieka. Są tacy, co pracują… Ale trudno zestawić to z obowiązkami kobiet. Jeśli chodzi o Yendi, na przykład pracują w sklepach. Siedzi (!!!!) ich tam sześciu, kierowca i takie tam… a klient jest jeden.

Najbardziej mnie rozbraja, gdy siedzą przy drodze i tkają takie paski z nici. Kamień, dwa patyki i już są krosna. A potem z tych pasków zszywa się tunikę. Mam taką. Robią też biżuterię ze szkła.

A na wsi pracują na roli, budują domy. W każdej wsi jest taki zestaw wypoczynkowy i nigdy nie wiedziałam tam kobiety, tylko starszych mężczyzn… Dziadki spod wiatki. Siedzą, odpoczywają, po prostu patrzą przed siebie spokojnie… Młodszych często można zobaczyć przy drodze, jak np. grają w gry planszowe. Szok. Niestety, oprócz niezaradnych niemot są jeszcze pijaki… Ale to inna historia.

ghana_04

Wracając do Ghanek… Myślę, że nawet tak zapracowane kobiety znajdują chwilę na dbanie o wygląd i urodę?

Inaczej kobiety w miastach, inaczej na wsiach. No i wiek ma tu duże znaczenie. Ale jeśli mówimy wyłącznie o kobietach mieszkających na wioskach w północnej Ghanie, to wygląda to tak: o higienę, czystość dba każda. Kąpiel dwa razy dziennie (wody trzeba nanosić), a jak w ciągu dnia ktoś idzie na jakąś uroczystość, to też wcześniej się kąpie [na zdjęciu powyżej – łazienka]. Gorzej już z utrzymaniem porządku wkoło, ale to inny temat… [śmiech]. Kobiety na różne okazje – pogrzeby, śluby, niedziela – ładnie się ubierają. Z pięknych kolorowych materiałów szyją długie, dopasowane sukienki, do tego taki sam materiał związują na głowie. Podczas uroczystości podziwiałam ich wygląd – smukłe, zgrabne, wyprostowane jak struny, o łabędzich szyjach – oraz grację i lekkość, z jaką poruszają się w tańcu. Aż trudno uwierzyć, że to zapracowane matki kilkorga dzieci…

ghana_06

Zakładają ozdoby?

Ozdoby miewają, ale skromne. Kolczyki obowiązkowo, dziewczynki to chyba się z nimi rodzą [śmiech], czasami na szyi jakiś łańcuszek albo koraliki – biżuteria robiona z ręcznie malowanego szkła. Dość powszechne jest malowane paznokci, ale raczej nie lakierem, jaki znamy, a farbką uzyskaną z natury. No i wyłącznie u lewej ręki! Prawa to łyżka.

A włosy?
Dojrzałe i starsze kobiety zawsze mają włosy wiązane chustką lub zakładają siatkę zrobioną z włóczki na szydełku. Bo włosy są dość nieokiełznane i albo się je goli na króciutko (jak u małych dziewczynek oraz tych, które chodzą do szkoły), albo zaplata na milion sposobów, również z użyciem nitki (u fryzjera, ale częściej jedna drugiej). Plecione fryzury noszą młode kobiety albo dziewczyny – te, które nie chodzą do szkoły, bo szkoła ma dość rygorystyczne standardy. Szczytem ekstrawagancji i nowoczesności są prostowane włosy, ale na wsi widziałam tylko raz takie zjawisko.

Czy mają jakiś sposób na zdrowe zęby?

O zęby dbają po swojemu… Często można zobaczyć, jak ktoś żuje kawał kija. A to właśnie jest mycie zębów. Bo to nie jest taki sobie pierwszy lepszy kij, tylko patyk z drzewa, które ma soki bakteriobójcze. A do tego takim wyżutym kijaszkiem jak nicią dentystyczną można wyczyścić wszystkie szczeliny. Bywa, że stary dziadek w swym uśmiechu odsłania garnitur jak z porcelany! Nic dziwnego, że mięso jest zawsze twarde i niedogotowane. Dla takich siekaczy to drobiazg! [śmiech]. Wiem jednak z innych źródeł, że choć ich zęby wydają się zdrowe, to nie zawsze tak jest. Trzeba nauczyć się żyć z bólem albo sobie radzić swoimi sposobami.

ghana_02

Na koniec chciałabym cię spytać o życie na ghańskiej wsi w zgodzie z rytmem natury.

Inaczej się nie da. Ona wyznacza rytm dnia i roku. Wstaje się razem ze słońcem, a po jego zachodzie jest czas odpoczynku. Pora sucha ma swoje prawa, deszczowa swoje. Zupełnie inaczej wygląda wtedy życie. Jest pora upraw, czas zbioru i przestoju… Ludzie wykorzystują wszystko, co w przyrodzie można wykorzystać. Nic się nie marnuje, wszystko do czegoś służy. A natura w swej wielkości i dobroci ma wiele. Ona daje, ale czasem też zabiera. Wichury, gwałtowne burze, no i żmije…

Ghańczycy mają swoje sposoby na odzyskiwanie surowców?
Recyklingu to my od nich powinniśmy się uczyć [śmiech]. Kupiłam kiedyś klapki. Ze skóry koziej. Zerkam na podeszwę, a tam jeszcze widać bieżnik od opony. Jasne, tyle ich strzela na drodze pod zbyt obładowanymi ciężarówkami… Czemu mają się walać po rowach? [śmiech]. Z butelek się robi biżuterię. Przetapia się szkło, wlewa do malusich foremek z bolcem (żeby był tunelik), a po zastygnięciu ręcznie się je maluje i nawleka na sznurek lub gumkę. Takich przykładów jest wiele. I aż szkoda, że chińszczyzna już dociera i tam…

Dzieci, gdy chcą mieć zabawkę, nie mówią: „mamo, kup mi”, tylko sobie tę zabawkę robią – piłkę z folii lub szmat, pojazd na kiju, gdzie koła są z kolby kukurydzy – oczywiście wcześniej dokładnie ogryzionej – albo bawią się, tocząc metalową obręcz od koła roweru. Piękny świat…

Dziękuję za rozmowę!

Wkrótce kolejna rozmowa z Kasią Wołk – tym razem podpytam ją o ghańską kuchnię.

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze zbioru Katarzyny Wołk.

Może przeczytasz także:

One Response to “Czyimi rękami powstaje masło shea? Opowieść o Ghankach”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge